Życzenia

Plan masz taki: w Wigilię w południe odebrać z lotniska swoich rodziców, przywieźć do domu, wiczorem polska tradycyjna kolacja, z dwunastoma potrawami, siankiem pod obsusem, opłatkiem, dodatkowym nakryciem, kolędami, potem w dzień Bożego Narodzenia prezenty spod choinki, rodzinny spacer, oglądanie szopki w katedrze, powrót do domu, tradycyjny angielski Christmas Dinner, a wcześniej wysłuchanie mowy królowej w tv. (W końcu masz dwie brytyjskie córki, im też się należy.)
Już na tydzień przed świętami gonisz jak z motorkem. Lepisz pierogi i uszka, faszerujesz indyka, dusisz kapustę z grzybami, zawijasz kiełbaski w bekon, pieczesz ciasteczka, biegasz po polskich sklepach w poszukiwaniu opłatka, gotujesz kompot z suszu, choć zapach cię mdli, ale rodzice lubią, usiłujesz wysłać kartki świąteczne do przyjaciół lub napisać od nich maile, ale ciągle gonisz i gonisz i w kóncu jest za późno, gotujesz brukselki, karmelizujesz marchewkę, zapiekasz ziemniaczki w gęsim tłuszczu, blendujesz rzepę, smażysz rybę, kisisz barszcz, zamawiasz sernik i makowiec, rybę po grecku robisz, rybę smażoną, zupę grzybową, kroisz sałatkę jarzynową, przenosisz stół do salonu, bo tam wicej miejsca, prasujesz obrus, dobierasz serwtetki, robisz próbę oświetlenia, żeby nastrój był, dobierasz odpowiednią płytę z kolędami, pakujesz tony prezentów, sprzątasz jak opętana. Ostatnie dwie noce nie śpisz do trzeciej, żeby wszystko było na tip top.
I jest. Wszystko idzie absolutnie zgodnie z planem. Idealnie.
I wtedy nagle świat się zatrzymuje. Mała dziewczynka w skromnej sukience,  z cieńkimi warkoczykami, podchodzi do ciebie z opłatkiem przy wigilijnym stole, przytula się, i szepcze ci do ucha:
– Mamo, życzę ci, żebyś była zdrowa i mogła nas zawsze odbierać ze szkoły.
I musisz z tym żyć.