Zwiedzanie

Głupi ma zawsze szczęście, mawiają. Osobiście potwierdzam. Z tym, że o ile dotychczas mnie to cieszyło, o tyle teraz nieco frustruje, bo ostatnio gdzie się nie obrócę, tam mi wszystko przypomina, żem najwyraźniej mało lotna kobieta jest.
Na przykład w chwili obecnej, siedzę sobie w Londynie w dwupoziomowym apartamencie, w którym przy największej mojej fantazji z dwojką dzieci korzystam najwyżej z połowy pomieszczeń, ponieważ znajomi właściciele lokalu przekonani są, że podczas ich wyjazdu wakacyjnego moja obecność z trzy- i pięciolatką odstraszy ewentualnych włamywaczy. Trzeba mieć farta, żeby dotać taką  propozycję, od inteligentnych ludzi, którzy nie pomyśleli, że dokonamy tu spustoszenia nie mniejszego niż ewentualny włamywacz.
Tak więc, skoro już tu jesteśmy, i mamy pieszo trzy minuty do stacji metra, grzechem byłoby nie skorzystać. Z tym, że poneiważ nie jestem w Londynie ani pierwszy, ani ostatni raz, to parcia na zwiedzanie nie mam. Trochę już widziałam, a na resztę przyjdzie czas. Toteż przez pierwsze dwa dni bawiłam się w najlepszą mamę na świecie i przemieszczałam się między placami zabaw i lodziarniami w Hyde Parku z poświęceniem godnym lepszej sprawy. Trzeciego dnia rano ocknęłam się ze świadomością, że żarty się skończyły, bo trzeba będzie rodzinie i znajomym chociaż jedno zdjęcie dzieci pod Big Ben’em zaprezentować. Wmówiłam więc potomnym, że oglądanie zmiany warty przed Pałacem Buckingham to przygoda ich życia, i żeby mieć pewność, że się nie rozmyślą, obiecałam, że zaraz potem zobaczą najwiekszą karuzelę na świecie (London Eye miałam na myśli, dla niewtajemniczonych). Że po drodze od jednego do drugiego mamy Big Ben’a, parlament, 10 Downing Street i katedrę Westminster, nie wspominałam na razie ze względów taktycznych.
Rano, kiedy ubrane w kiecki zakrywające kolana i szmaciane, ale jednak kapelusze, bo do królowej bez kapelusza nie wypada, stawiłyśmy się pod pałacem, zaczął padać deszcz. Nie przeszkadzało to ani turystom, ani przechodniom, ani moim brytyjskim dzieciom, („Mamo, mamo, widziałam rycerze, one maszerują te rycerze, w zbrojach!”), ale przeszkadzało mnie. Zmokniemy, zdjęcia nie wyjdą. Nie, nie. Innym razem.
Więc? Miejscówka w Londynie, pod dachem, absorbująca dzieci na kilka godzin, ciekawa dla mamy, z dobrą kawą, tanim obiadem? Ktoś zgadnie?
Tak. Ikea.