Zarządzanie finansami

Dzieciństwo moje przypadło w Polsce na koncówkę komunizmu. Pomimo, że ideologicznie kształtowano mnie opozycyjnie, w sferze finansowej panował w domu pełen socjalizm. Dzieci nie miały nigdy żadnych swoich pieniędzy, słowo „kieszonkowe” nie istniało w słowniku rodziny, a nieliczne kwoty sprezentowane z różnych okazji przez wujków i ciotki, należało natychmiast pożyczyć rodzicom, i ślad po nich się urywał. Po pieniądzach znaczy.
Natomiast wczesne nastolęctwo moje przypadło już na początki drapieżnego kapitalizmu, i osobiście wdrożyłam się weń dosyć sprawnie. Wyspecjalizowałam się w świadczeniu usług rodzonej matce, polegających na bieganiu na zawołanie do warzywniaka i pobieraniu prowizji z reszty. Prowizja musiała być nieznaczna, gdyż matka nie miała o niej pojęcia, zatem nigdy nie uzbierałam żadnej sensownej kwoty, zawsze wszystko rozpuszczałam od razu.
System ten w mojej ocenie miał wyłącznie wady, dlatego ze swoimi dziećmi przyjęłam model odmienny. Dostają cotygodniowe kieszonkowe, które jest obowiązkowe i nieodwołalne. Nie obniżam go nigdy za karę. Co innego premia. Premia to genialny wynalazek. Najlepszy instrument motywująco-represjonujący jaki świat wymyślił. Premie sięgają u mnie pięćdziesięciu procent i podlegają negocjacjom, bo czasem pamiętam wyłącznie przewinienia ostatniego tygodnia, za które premię obcinam, a o zasługach, za które premia wzrasta trzeba mi czasem przypominać. Życie.
Oprócz ciułania, dzieci moje uczą się też pieniądze wydawać. Idealną okazją do wydawania są wyjazdy na wczasy, i taką właśnie miałyśmy tydzień temu podczas ferii szkolych.
Pierwszego dnia wczasów zaproponowałam każdej kwotę dwadzieścia euro na własne wydatki, wypłacaną w dwóch transzach, pierwszego i czwartego dnia wczasów. Zatwierdziły i zainkasowały.
Pięciolatka od razu przystąpiła do szastania kasą przy każdej budce z lodami. Nabyła również przepiękną maskę karnawałową. Kasa rozeszła jej się już drugiego dnia, więc na wypłatę drugiej transzy czekała jak na zbawienie. W tym czasie siedmiolatka bacznie oglądała oferty sklepów z pamiątkami, a zasoby naruszyła jedynie raz na lody.
Po wypłacie drugiej transzy pięciolatka natychmiast dorwała karuzele w wesołym miasteczku, siedmiolatka natomist przedstawiła mi skrupuatny plan swoich wydatków. Torebka Chanel w butiku na głównym deptaku oraz ozdobna  buteleczka z piaskiem w sklepie obok hotelu. Resztę, w postaci kilku euro ma zamiar wydać na lody.
Realizację planów rozpoczęłyśmy od pamiatkowej buteleczki i lodów. Pięciolatka również zakupiła dla siebie podobną buteleczkę. I lody, rzecz jasna. Następnego dnia wybrałyśmy się na spacer do centrum, gdzie znajdował się rzeczony butik. Dotarłyśmy na miejsce, razem z młodszą usiadłam w fotelu i obserwowałam siedmiolatkę, która z pomocą pani ekspedientki przymierzała różne torebki i dokonywała ostatecznego wyboru. Następnie zapłaciła i z nieopisaną satysfakcją wymalowaną na twarzy przepakowała swoje skarby ze starej torebki do nowej.
– Mamo, ja też chcę taką złotą torebkę – zakomunikowała młodsza po wyjściu ze sklepu kiedy spacerkiem pośród turystów udałyśmy sie w kierunku hotelu.
– Kochanie, nie stać cię. Wydałaś prawie całe swoje kieszonkowe na lody, karuzele, maskę i buteleczkę z piaskiem. Zostało ci pięć euro, a torebka kosztuje piętnaście.
– Ale mamo, ty możesz mi ją kupić, ty masz pieniądze.
– Nie kochanie. Dostałyście obie tyle samo pieniędzy na całe wczasy i każda z was sama zdecydowała, na co je wyda. Ty kupowalaś wszystko, co ci się spodobało, i nie sprawdzałaś, ile ci zostanie, a Ania zaplanowała całe swoje zakupy i oszczędzała. To się nazywa zarządzanie pieniędzmi, każdy wybiera sam, jak chce swoje pieniądze wydać.
– No to możesz dać mi więcej pieniędzy przecież – zdziwiła się.
– Nie mogę. Bo na początku umówiłyśmy się, że każda z was ma do dyspozycji tyle samo. To byłoby niesprawiedliwe, gdybym teraz dała ci więcej, rozumiesz?
– Tak, ale ja chcę torebkę.
– Ale nie masz na nią pieniędzy. Trudno. Zamapmiętaj sobie tę nauczkę, że jak się wydaje na drobne rzeczy, jak lody i karuzele, to pieniędzy zostaje coraz mniej aż się skończą i więcej nie ma. Jeśli chce się kupić coś droższego, trzeba zaplanować i zaoszczędzić. Rozumiesz?
– Tak. Już nigdy więcej nie będę wydawać moich pieniędzy – powiedziała z mocnym postanowieniem w głosie, rozwiewając moje wątpliwości, że taka drastyczna nauczka dla pięciolatki to za wcześnie. – Teraz będę wydawać tylko twoje pieniądze – dodała.

PS. Dzień później w sklepiku obok hotelu wyptrzyłyśmy inną, ale również złotą torebkę, dokładnie za pięć euro, które młodsza jeszcze miała, także do domu wróciły ozłocone obie.