Z poradnika Umęczonej Matki Polki – porada XXX

Jeśli przyszło ci żyć w kraju, gdzie dzieci idą ciężko pracować do szkoły po czwartych urodzinach codziennie na sześć bitych godzin i nie wyobrażasz sobie, że po szkole mogłyby jeszcze do wieczora tułać się po opiekunkach zanim zobaczą mamę, dlatego planując powrót na rynek pracy po kilkuletniem „siedzeniu w domu z dziećmi” zdecydowałaś, że nie wpisujesz się w nurt wyścigu szczurów, a już broń Boże nie pchasz się w rozwój kariery w swoim zawodzie wyuczonym, który zdobyłaś na skutek życiowych zbiegów okoliczności i nigdy go nie lubiłaś, i postanawiasz, że bierzesz piewszą lepszą robotę w magazynie a twoim priorytetem jest mieć czas odprowadzać i odbierać dzieci ze szkoły i każdego popołudnia mieć dla nich czas, niezależnie od tego, czy będziecie razem nudzić się w domu, gotować, czy będziesz kierowcą dostarczającym ratolośle na zajęcia pozalekcyjne, to najważniejsze jest, że będziesz robić to osobiście ty, nie wynajęte opiekunki. I kiedy po roku takiej egzystencji, kiedy właśnie stwierdzasz, że idzie ci bardzo dobrze, bo we wszystkie ferie i święta masz wolne, masz czas i na camping i na teatr, że w tygodniu od poniedziałku do środy popołudniami jesteś kierowcą swoich dzieci a pozostałe dni możecie się razem byczyć na sofie z książką, i słowo klucz, czyli „razem” stanowi dla ciebie zarazem cel, jak i nagrodę, nie odtrąbiaj zwycięstwa zbyt pochopnie, bowiem pewnego słonecznego styczniowego popołudnia twój miesternie budowany świat runie w sekundę, kiedy wracając spacerkiem ze szkoły, twoja prawie ośmioletnia pierworodna zapyta:
– Mamo, a wszystkie dzieci mają jakiś dzień w tygodniu po szkole, że zostają na świetlicy i mają różne zabawy razem. Dlaczego ty nam nie pozwalasz?