Z poradnika Umęczonej Matki Polki – porada XXIX

Kiedy już naczytasz się tych internetów w bród i jako osoba oświecona o szokdliwości spożywania jedzenia wysoko przetworzonego, gotowych sosów i mieszanek przyprawowych, których skład wywołuje u dzieci cały atlas chorób od ADHD do autyzmu, cukrzycę, anemię i wszystkie alergie świata na dokładkę, a już największe zło to powodujący agresję u dzieci czerwony barwnik zawarty w najpopularniejszym na świecie czerownym sosie okraszającym każdą kanapkę zjadaną w Europie i Ameryce, i kiedy więc pękająca z dumy i samozadwolenia matkopolskiego stawiasz przed twoimi dziećmi na stole domowej osobistej roboty hamburgery w zdrowej bułce, z domowej osobistej roboty potato wedges* i domowej osobistej roboty pyszną surówką, w której nawet majonez jest domowy przez ciebie własnoręcznie kręcony z jaj od szczęśliwej kury, nie zapędzaj się w błogostanie swoim, bowiem i tak:
– Jest ketchup? – zapytają beznamiętnie one.

* Nie znam polskiej nazwy. Chyba po prostu ziemniaczki pieczone. Pokrojone w ósemki, często ze skórką, posypane przyprawami, skropione olejem i zapieczone w piekarniku. Alternatywa dla frytek.