Z poradnika Umęczonej Matki Polki – porada III

Jeśli od kilku lat twoja codzienna toaleta to dwuminutowy prysznic, w półotwartej kabinie, żeby słyszeć, czy się zbudziły i ryczą, czy są głodne i ryczą, albo czy się leją i ryczą, a marzenia o długiej relaksującej kąpieli odkładasz na późne wieczory, kiedy śpią już na amen, oczywiście wieczorem nie mając już ochoty na nic innego, niż przyłożenie głowy do poduszki, odkładasz kąpiel na jutro, i jeżeli pewnego dnia w samo południe wpadniesz na ekstrawagancki pomysł napełnienia wanny wodą, bo skoro najedzona i wysmarkana trzylatka jest wyjątkowo zajęta lalkami i nic od ciebie nie chce, a siostrę ma w szkole, więc się nie ma z kim lać, dobrze się zastanów.
Bo czy naprawdę chodzi ci o to, żeby zanurzyć się w ciepłej, pachnącej  wodzie z pianą, rozluźnić, zamknąć oczy i natychmiast usłyszeć: „Mamo! Zlobiłam!” dobiegające wraz z nie pozostawiającym wątpliwości zapachem z ulokowanej na drugim końcu korytarza toalety?