Z poradnika Umęczonej Matki Polki – porada I

Jeśli twoja długowłosa niespełna pięciolatka przyniesie do domu wszy, i z powodu braku doświadczenia i wprawy spędzisz długie trzy tygodnie na wieczornym, mozolnym czesaniu jej włosów pasmo po paśmie, jednocześnie słuchając jej jęczenia, że boli ją szyja od trzymania głowy w bok, oraz opędzając się od znudzonej i zazdrosnej trzylatki – nie narzekaj.
Poczekaj na ospę. Przy niedużej dawce szczęścia, ospa ulokuje się u tejże samej Królowej Dramatu głównie we włosach. Strupek przy strupku. Co centymetr.
Spędź wtedy jeden wieczór na delikatnym rozchylaniu jej splątanych (bo dziecko nie da się uczesać) włosów pasmo po paśmie, słuchając jęczenia, gdyż boli ją szyja, nie widzi telewizora, i dokładnie ogladając każdy strupek, smaruj białą mazią te, które są suche, nie świeżo rozdrapane, żeby ci dziecko nie zawyło z bólu i się nie wyrwało z wrzaskiem. Jak się pomylisz, uspokój dziecko, rodzeństwo, zawiadom sąsiadów, że nie obdzierasz jej ze skóry, wręcz przeciwnie, zapobiegasz temu, żeby sama ją z siebie zdrapała, napij się melisy i rozpocznij od nowa.
I zapamiętaj sobie raz na zawsze: Wszy to był luksus.