Wyznanie

Od pięciu lat jestem singielką. Z wyboru, z przekonania, z powołania. Jedyną, ale za to dużą trudnością do pokonania w tym stanie rzeczy jest przekonanie otoczenia, że to nie dobra mina do złej gry, ale naprawdę lubię być sama, tak mi jest lepiej, wygodniej i jestem z tym szczęśliwa. Zajęło to kilka lat, żeby znajomi przestali mnie mniej lub bardziej subtelnie swatać, oraz żeby płeć mniej piękna odczytywała prawidłowo moje sygnały, jasno oznaczające, że nie mam najmniejszej ochoty ani na randkę, ani na wspólny wsad do pralki. Ale w końcu się udało i już od dawna jestem wolna od wszelkich damsko-męskich sytuacji.
Znalazł się jednak jeden mężczyzna, który był ponad to, który nie zważając na konwenanse, instynktownie i niespodziewanie przeniósł naszą przyjacielską acz płytką dotychczas relację na najwyższy stopień intymności, którego dane było zaznać niewielu.
– Patrz, to jest liść w kształcie serca. To dla ciebie – powiedział dziś do mnie, kiedy spędzaliśmy wspólnie leniwe, słoneczne, złoto-jesienne przedpołudnie w parku.
– Naprawdę, dla mnie? Dziękuję ci. Jestem wzruszona – odpowiedziałam.
– Ja porafię wszystko zrobić dla ciebie, nawet dużą kupę, bo mi się chce.
Filip, lat trzy.
Deklarację spełnił. Solidnie i starannie, pięć minut później, w pobliskiej toalecie.