Wyrodna matka atakuje (1)

Niedziela, około południa. Matka nawiozła sobie roboty z pracy na weeeknd i jest zajęta. Dzieci, lat dziewięć i siedem, muszą się same sobą zająć.
– Mamo, nudzi nam się.
– Idźcie na podwórko.
– E…
– To poczytajcie.
– E…
Kurwa. Pokoje pełne zabawek i książek. Pogoda idealna. Rowery w szopce. Plac zabaw za rogiem. A im się nudzi i nic im nie pasuje. Noż ja pierdzielę.
– Do mnie obie, z kartkami papieru i długopisami! Natychmiast!
Przyszły.
– Uwaga dyktuję. Lista rzeczy do zrobienia, drukropek. Jeden. Poskładać pranie z wieszaków. Dwa. Spelling i tabliczka mnożenia – powtórzyć swoje i przepytać siostrę. Trzy. Wyprać mundurki szkolne. Cztery. Poczytać po polsku. Macie? Czy taki plan wam pasuje?
– E…
– Dobrze. Dyktuję dalej. Pięć. Wyszorować kibel. Sześć. Obrać ziemniaki. Teraz lepiej?
– Dobra, dobra. Załapałam. Pasuje.