Wnuczka prawdę ci powie

„O, jak ci dobrze, twoja mama przyjedzie. Będziesz mieć ugotowane i posprzątane, odpoczniesz sobie” – usłyszałam jakieś szesnaście razy u progu tegorocznych wakacji. Nie wiem doprawdy, skąd ludzie biorą takich rodziców, że mają okna pomyte, dywany wyprane i ciasto na stole, a do tego przypilnowane dzieci.
Moi są 70+ i nie po to do mnie lecą, żeby siedzieć w domu i mi sprzątać. Jakby im w ogóle przyszło kiedykolwiek do głowy, żeby coś sprzątać, to domniemywam, że zaczęliby od własnego domu raczej. Gotować też ani myślą. Babci rozrusznik serca nie jest kompatybilny z moją kuchenką, a Dziadka umiejętności z całą resztą kuchni. Każdej zresztą.
Za to buty przywieźli górskie, wygrzebali mi z biblioteczki przewodniki i mapy pobliskiego parku narodowego i dawaj zwiedzać. Niewiele tym razem, bo padało dużo. Ale rezerwat ptaków, wąwóz, wodospad, jeden szczyt, dwa zamki, muzeum, plaża. Także w charakterze publiczności place zabaw, basen i klub wspinaczkowy. Spacery do portu nad rzeką i do katedry to na rozgrzewkę przed śniadaniem.
A że w przerwach między transportowaniem ich na te wojaże a znoszeniem ton prowiantu do chałupy i przetwarzaniem go na posiłki, musiałam codziennie wpaść do pracy, żeby przynajmniej na paliwo zarobić, to i wnuczkami się zdążyli trochę nacieszyć. Babcia zwyczajem sowim sznupała po biblioteczce wynajdując książki do czytania lub gry planszowe, Dziadek zaś improwizował bez pomocy naukowych i odpytywał dzieci z zakresu matematyki, uparcie przekomarzając się i przeprowadzając dowody na papierze, że mianowicie jeden i siedem to siedemnaście, z dwa razy siedem to siedemdziesiąt siedem, z czego potomne moje, niepohamowanie się chichrały.
Po dwóch tygodniach tej sielanki nastąpił wieczorek pożegnalny, podczas którego potomne popisywały się śpiewem, tańcem i recytacją, a ja serwowałam napoje. Ukoronowaniem wieczoru była atrakcja przygotowana przez młodszą moją potomną, Julię, lat pięć i pół.
– To są magiczne kamienie – powiedziała kładąc przed nami pudełko po pralinkach, wypełnione we wgłębieniach różnej wielkości kamieniami, mieniącymi sie ferią barw, za sprawą lakierów do paznokci. – Każdy musi wybrać jeden kamień i potrzymać, a ja powiem, jaką moc macie. Dziadek, ty pierwszy – poinstruowała.
Dziadek długo sie zastanawiał, w końcu wybrał. Z pełną powagą podniósł, zacisnał w dłoni, potrzymał, odłożył.
– Teraz masz taką moc, że będziesz wszystko umiał. Bo ty nic nie umiesz, nawet liczyć – zakomunikowała majestatycznie.
Dziadek, lat 70+. Emerytowany nauczyciel akademicki. Czterdzieści lat pracy dydaktycznej ze studentami. Kierunek fizyka. A liczyć nie umie.