Witamy na pokładzie

Podobno co drugi człowiek na świecie jest głupi. Podobno co drugi głupi ma szczęście. No, i ja jestem właśnie ta co czwarta. Serio.
Skończył mi się paszport polski. To znaczy minęła data ważności. Dowód osobisty również. Polski, bo w UK zjawosko dowodu ososbistego w przyrodzie nie występuje. A ponieważ planuję jeszcze popodróżować tu i tam, do Polski również, oraz ponieważ polski obywatel ma obowiązek legitymować się polskim dowodem tożsamożci na terenie Polski, to najbardziej logiczne wydawało się wyrobienie nowego polskiego paszportu i już. Ale kto miał kiedykolwiek do czyniania z polskim konsulatem w Londynie, ten wie, że to jest trauma, z której ciężko się podnieść i nikt normalny do tej rzeki z własnej woli drugi raz nie wchodzi. Toteż postanowiłam, że wyrobię paszport brytyjski, do którego mam od lat prawo, od kiedy przysięgłam wierność królowej i zostałam jej poddaną, a którego to paszportu nigdy nie wyrobiłam, bo mi się nie chciało, a na polskim podróżuje się równie przyjemnie. Oprócz tego postanowiałm wyrobić dowód osobisty.
Podanie o dowód złożyłam w Polsce w styczniu, kiedy jeszcze i dowód i paszport były ważne. Następnie wróciłam do domu, i zaraz po powrocie oba dokumenty straciły ważność. Następny zaplanowany wyjazd mialam na luty, do Polski na narty. Miałam więc miesiąc czasu na wyrobienie brytyjskiego paszportu. Aż nadto, bo to trwa tydzień.
Więc się jakoś tak nie śpieszyłam. Odkładałam na jutro. W końcu stwierdziłam, że przecież na ostatniej stronie polskiego paszportu jak byk stoi, że na nieważnym paszporcie Polak ma prawo do Polski wjechać. Już nie wyjedzie, póki nie będzie miał nowego dokumentu, ale wrócić do kraju zawsze ten jeden raz może. To wykombinowałam, że tak wrócę, odbiorę z urzędu nowy dowód, na którym do czasu wejścia w życie brexitu, mogę do UK wjechać, i załatwione. Wyrobienie paszportu brytyjskiego mogę zostawić na wiosnę, bo akurat do maja potem się nigdzie nie wybieram.
Tak też zrobiłam, to znaczy wniosek o brytyjski paszport rzuciłam w kąt i miałam fajrant.
Na kilka dni przed wylotem do Polski coś mnie tknęło, i jak normalnie odprawę na lot robię na dzień przed podróżą, tak tym razem zabrałam się za to wcześniej. Okazało się, że system nie puszcza mnie z przeterminowanym dokumentem i nie chce mi wydać karty pokładowej. Zapytałam więc google i facebooka, co na ten temat wiedzą. I zaczęła się jazda.
Wszystkie źródła zgodnie twierdziły, że może i mam prawo wjechać do Polski na nieważnym paszporcie, ale nie obejdzie sie bez aresztu, przesłuchania, kontroli osobistej i problemów. Twierdziły również, że linie lotnicze nie muszą respektować mojego prawa do powrotu do kraju, bo mają swoje regulaminy i bez ważnego dokumentu nie wpuszczą mnie na pokład samolotu i już. I to akurat mnie przekonało, bo logiczne było dość.
Na wyrobienie brytyjskiego paszportu było już o parę dni za późno. Zadzwoniłam do linii lotniczych i dostałam zapewnienie, że mogę odprawić się na lotnisku w okienku, ale cały ukochany internet zapewniał mnie, że żadnej gwaracji nie ma. Toteż ostrzegłam potomne, że jedziemy na lotnisko, i albo polecimy na te narty, albo nie. Zobaczymy.
I zobaczyłyśmy.
Odprawa na lotnisku miło, sprawnie i z uśmiechem na ustach. Pani pooglądała przeterminowany paszport, przeterminowany dowód osobisty i ważne jeszcze o dziwo, przez kilka następnych dni, prawo jazdy. Wydała kartę pokładową z adnotacją, że paszport nieważny, ale wszystko sprawdzone i OK. Odprawiła też dzieci i wydała im karty pokładowe, ponieważ mają mniej niż jedenaście lat i nie mogłam ich odprawić on line samych. Powinna mnie była skasować za tę przyjemność po 55 funtów od każdej z nas, ale nie skasowała, bo według niej wina za zameiszanie nie leżała po mojej stronie, bo sobie nie dopilnowałam dokumentów, tylko po stronie ich systemu, że mnie nie chciał odprawić on line. Nie protestowałam.
Lot normalnie, zgodnie z planem.
Kontrola paszportowa w Polsce podobnie. Piętnaście minut przy okienku. Zabrali nieważny paszport, spisali protokół, pouczyli, że mam sobie wyrobić nowy i puścili. Żadnej kontroli osobistej, przesłuchania. Nic. Nuda.
Sędzam tydzień nad rosołkiem u mamusi, objeżdżam okoliczne stoki narciarskie z dziećmi, zaliczam codziennie wieczorem lodowisko i wszelkie możliwe spektakle teatralne jakie mnie zainteresowały.
I obiecuję sobie, że jak wrócę, to podanie o paszport brytyjski naprawdę, naprawdę, obiecuję, złożę.