Upał

W naszym domu wszyscy mają problemy żywieniowe. Ja jem za dużo, czterolatka za mało, dwuipółlatka natomiast nie potrafi usiedzieć na krzesle przy stole. Kiedyś było znacznie lepiej, to znaczy ja jadłam za dużo, czterolatka w normie, a dwuipółlatka robiła nieco mniej akrobacji. Jednak po przeprowadzce nie mamy jeszcze stołu w jadalni i spożywamy posiłki przy ławie w salonie z telewizorem i zabawkami w zasięgu wzroku, co sprzyja dekoncentracji. Dzieci, bo mnie podczs jedzenia nic nie zdekoncentruje, wiadomo.
I tak zjedzenie miski zupy zajmuje dziecięciom moim obecnie czterdzieści do osiemdziesięciu minut. Zależnie od tego, czy mam na to czas, czy też gdzieś się spieszymy, zaczynam na nie pokrzykiwać po kwadransie, albo od samego początku. Z tych samych powodów po mniej więcej godzinie albo rozdzieram gębę na na całego, albo wychodzę z pomieszczenia, żeby się uspokoić.
Tak właśnie było wczoraj. Dostały domowej roboty frytki, kotlety mielone i fasolkę szparagową. Wszystko lubią. Po kwadransie miały zjedzone frytki. Po trzech kwadransach fasolkę. Po godzinie dalej nie ruszyły kotletów. Wyszłam na górę, gdzie mnie mógł w spokoju trafić szlag, bez wyżywania się za to na dzieciach.
Kiedy wróciłam, w salonie zastałam dwa dziecięce, różowe parasole przeciwdeszczowe rozłozone i oparte na podłodze. Pod każdym z nich leżała jedna z moich córek z rękami pod głową. Machały nogami założonymi jedna na drugą. Na sobie miały stroje kąpielowe.
– Mamo, it’s to hot* na kotleta. My musimy zjeść lody – oświadczyły.
Ile razy dziennie taki szlag może mnie trafiać?

* jest za gorąco