Udany dzień

Dzień był zaiste udany. Dzieci zbudziły się o całkiem znośnej porze. Pobawiły się grzecznie w swoim pokoju. Ja drzemałam, potem piłam kawę w łóżku. Następnie zjadłyśmy śniadanie. Sprawnie i bezproblemowo. Zza chmur wyszło słońce i pierwszy raz od kilku dni nie padał deszcz. Ubrałyśmy się. Dzieci same i bez pomocy. Obie. Z butami.
Wyszłyśmy z domu, wsiadłyśmy w autobus, wysiadłyśmy nad morzm.
Plaża, lody, plac zabaw. Bez piasku we włosach, wody w butach, lodów na koszulkach. Bez kłótni o wiaderko, kamyczki, muszelki. Bez płaczów, że kanapka nie taka.
Wróciłyśmy do domu. Dzieci grzecznie się pobawiły, ja przygotowałam późny obiad. Zjadły wszystko chętnie i sprawnie. Poskakały na trampolinie. Po cichu. Chętnie poszły się kąpać. Chętnie wyszły z wody.
Kiedy je wycierałam, przez myśl przeszło mi, że zbyt piękne to, coś się musi rypnąć.
Długo nie czekałam.
Skończyły się pieluchy, których używamy na noc.