Trener

Nie wiem co innym daje jazda na nartach, ale mnie na ten przykład, daje do myślenia. A konkretnie pomyślałam: „o kurwa!”, kiedy zrobiło mi się słabo po jednorazowym wjechaniu maleńkim orczykiem dla dzieci, którym moje potomne, lat cztery i sześć pomykały ze swoim instruktorem w te i nazad od trzech dni. Dotarło do mnie że permanentne siedzenie przed komputerem nie jest jednak ćwiczeniem ogólnorozwojowym, i niektóre partie mięśni pomija, i że najwyższy czas zadbać i o nie.
Tak więc po powrocie do domu udałam się do pobliskiego centrum fitnessu, gdzie umówiłam się na pierwszą wizytę z trenerem osobistym. Trafił mi się całkiem przystojny, co mnie ucieszyło, bo skoro działa to na Radwańską, to dlaczego nie miałoby i na mnie.
Zważył mnie, zmierzył, zrobił próbę wysiłkową na bieżni, wszystko skrzętnie zanotował i zapytał, czego od niego oczekuję.
– No jak to czego? Że na lato będę piękna, zgrabna, dwudziestoletnia – powiedziałam zgodnie z najszczerszą prawdą.
Westchnął, pokiwał głową, zajrzał w notatki i odparł:
– Na to lato nie zdążymy. Może na następne.
Przystojny, ale cham.