Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…

… czyli zemsta za „Krótką rozprawę na temat wyższości bycia singlem nad innymi konfiguracjami”*

Godzina 14.30, w pracy.
– No dobrze M, to ty sobie pracuj jak mróweczka a ja mam na dziś fajrant i spadam. Do jutra.
– Do poniedziałku, chciałaś powiedzieć. Bo jutro to mogę ci najwyżej przysłać fotkę jak ci macham ze szczytu Snowdon.
– Spieprzaj. Nie znam cię.

* wspomniany wpis tutaj