Talent show

Talent show. Impreza, która zrodziła się przypadkowo w moim domu, kiedy przyjmowałam gości i ktoś poprosił moje dzieci, żeby zagrały na pianinie. Zagrały, a potem reszta obecnych dzieciaków zaczęła jedno przez drugie popisywać się śpiewem, tańcem i recytacją. Obecnie impreza odbywa się cyklicznie w domu znajomych, bo mój mikroskopijny salon okazał się zbyt małą estradą dla tancerek i tancerzy. Dzieci się do tego przygotowują, pokonują tremę przed występem, zbierają oklaski, mamy piją kawę i inne trunki, no same plusy. Polecam.
Właśnie niedawno byłyśmy.
Dzień wcześniej moja córka pierworodna oświadczyła, że przygotuje się sama w swoim pokoju i nie zaprezentuje mi i siostrze programu w ramach próby generalnej, jak to robiła dotychczas. Nie powiem, żebym była szczęśliwa z tego spadku zaufania do mnie, ale że niedawno zdarzyło się, że z powodu tremy w ostatniej chwili odmówiła wzięcia udziału w zawodach, do których sama się wcześniej mozolnie przygotowywała i ja nie mogłam nic na to poradzić, to tym razem postanowiłam całkowicie zaakceptować jej warunki, bo lepiej, żeby wystąpiła na swoich, niż wcale. Tak więc dziecię zamknęło się w pokoju na pół dnia, po czym przy kolacji oświadczyło, że jest gotowe.
Impreza przebiegała jak zawsze; drinki, plotki i oklaskiwanie pociech produkujących się na parkiecie lub na instrumentach. Moja pierworodna koniecznie chciała być ostatnia i poprosiła o chwilę przerwy przed swoim występem, ponieważ chce sie przebrać i, uwaga!, musi zrobić rozgrzewkę. Serio, tak powiedziała, rozgrzewkę. Oniemiałam. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie przeginam z wpajaniem jej, że albo robisz coś w życiu porządnie, albo nie trać czasu i nie rób tego wcale, bo strasznie poważnie podchodzi do spraw. Nie zdążyłam dojść do żadnego wniosku, kiedy była już na dole, ubrana w starą, troszkę za małą ale mocno rozkloszowaną kiecę, czym mi zaimponowała, bo wiedziałam, wybrała ten strój bardzo świadomie pod choreografię.
Włączyła muzykę z youtube’a, ukłoniła się i zaczęła taniec.
Nie, żebym się chciała chwalić, no ale pięć lat dziecina na balet chodzi, to nie można jej gracji i wdzięku odmówić. No ma. A że mina stojącego pod ścianą kolegi ze szkoły samoczynnie uruchomiła we mnie tryb „teściowa”, to wnioskuję, że to nie jest moja odosobniona opinia.
Także właśnie się zastanawiałam, czy sobie pęknąć z dumy, że w ogóle potrafi, czy co ważniejsze, że się tak porządnie przygotowała, kiedy zaczęło do mnie docierać, że na podkład muzyczny wybrała utwór*, w którym napalone dziewczę daje swój numer telefonu nieznajomemu, na wpół nagiemu młodzianowi, nie w celu oglądania z nim znaczków bynajmniej.
Rozejrzałam się po obecnych. Nikogo, absolutnie nikogo oprócz mnie jednej nie raziło, że ośmiolatka kręci piruety do utworu, którego treść od początku do końca i bez podtekstów brzmi „przeleć mnie”. Ośmiolatka. Nikogo.
No i teraz nie wiem, dać jej szlaban na youtube’a czy może zacząć się od niej uczyć?

Carly Rae Jepsen – Call Me Maybe