Taka sytuacja (8)

Kiedy przytrafił ci się w życiu taki luksuskik, że mieszkając za granicą masz w Polsce brata, który posiada dwa samochody; jeden do jeżdżenia na codzień i drugi, zabytek kolekcjonerski. I zawsze kiedy przyjeżdzasz do kraju, oddaje ci do dyspozycji ten pierwszy, a sam jeździ przez tydzień czy dwa tym drugim.
Aż tu nagle, pewnego razu, na lotnisku w Krakowie wita się on, rodzony twój młodszy brat i przekzauje kluczyki do od dawna pełnoletniej Alfy 156. Obniżonej. Bo ten pierwszy się zepsuł był akurat.
Nie znasz tego auta, nie czujesz, nie słyszysz, bo ma głośne opony, więc wystarczą ci trzy dni, żeby go zarżnąć. Po tygodniu auto dusi się na luzie, gaśnie na wolnych obrotach, kierownica chodzi jak w maluchu.
Nie, gorzej. Maluch był lżejszy.
Jedynym sposobem na przesuwanie się zarżniętym zabytkiem w najsłynniejszym podhalańskim korku z Poronina do Zakopanego, a także przed każdym skrzyżowaniem lub zakrętem jest wciśnięcie sprzęgła, wrzucenie na luz i lekkie dodawanie gazu, żeby nie zgasł, z jednoczesnym hamowaniem ręcznym hamulcem. A że jesteś zdesperowana, żeby zwiedzić to czy tamto, a brat przebywający na Woodstock’u (czytaj: z domniemaną ograniczoną percepcją) pisze ci sms, że póki samochód jeździ, to jeździ, nie ma sie co martwić, to jeździsz.
I tak wjeżdzasz razu jednego na parking pod Kasprowym.
Dwóch chłopaków obsługuje. Kasują i pokazują gdzie się ustawić. Zatrzymujesz się, pobierasz bilet.
– To niech pani wjedzie tam pod płot, gdzie ostatnio – słyszysz.
Rozglądasz się. Sto samochodów conajmniej. Może wiecej. Dzień w dzień. Cały okrągły rok. Owszem, byłaś tu cztery dni temu, ale…
– Pan mnie pamięta? Jakim cudem? – Pytasz.
– Proszę pani, tego samochodu nie da się zapomnieć.