Taka sytuacja (5)

Sąsiadka wyjechała i poprosiła, żeby karmić jej koty, czyli wpaść rano i wieczorem, nałożyć do miseczek po saszetce i wymienić wodę na świeżą. Luz.
Koty są trzy. Zaczipowane. Wychodzące. Wychodzą o dowolnej porze dnia lub nocy, przez klapkę w drzwiach tarasowych. Ale, że sąsiadka nie zainwestowała w porzadną klapkę, która czyta czipy i wpuszcza tylko jej własne koty do domu, toteż o ile pierwszego poranka, kiedy tylko przekręciłam klucz w zamku, z góry zbiegły do mnie trzy wygłodniałe mordy futrzane i jęcząc i kwękając zaczęły się wić niecierpliwie wkoło pustych miseczek, to już drugiego dnia z góry zbiegły cztery koty.
Trzeciego cztery, ale tylko dwa z nich były sąsiadki.
Wyjechała na pięć dni.