Taka sytuacja (19)

– Mamo, czy ty wiesz, że można być małym i mieć dużą siłę? – zapytała rano znad jajecznicy moja pierworodna, lat dziewięć.
– Oczywiście że tak. Wielkość siły zależna jest od stosunku powierzchni przekroju poprzecznego mięśni do masy całego ciała – odezwałam sie głosem córki fizyka, a przed oczami stanęła mi scena sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to w drodze na Rysy od słowackiej strony ojciec sprzedawał mi teorię wyginięca z tego powodu dinozaurów, że mianowicie żadne tam potopy czy zldowacenia, tylko rosły gady na potęgę wzdłóż aż w końcu nie miały siły i prędkości, żeby jedzenie dogonić i z głodu wyginęły. – Więc można być drobnym, i mieć ten stosunek korzytny, a można być dużym a mięśni wcale i być słabym – zakończyłam matkopolskie wymądrzanie się.
– Nie o to mi chodziło – odpowiedziała.
– A o co? – Zapytałam więc.
– O to, że siła bierze sie z głowy. U nas są w klasie chłopcy, którzy jak się denerwują, to popchają kogo mają pod reką. Mnie nie dają rady przewrócić, i wszyscy się dziwią, że ja jestem taka malutka, a taka silna. I ja im tłumaczę, że ja mam tę siłę w sobie, w głowie. Ja widzę i czuję, kiedy ktoś się denerwuje, i jeśli jestem w pobliżu, to jestem przygotowana. Zapieram sie nogami, pochylam się w jego kierunku lekko, i nawet jakby wbiegł na mnie, to mnie nie przerwóci. Ja wiem, że muszę mieć tę siłę w sobie, w głowie, i że nikt nie ma prawa mnie szturchać i przerwacać, ani ze złości, ani dla żartu, i nie daję się zaskoczyć. Natomiast oni są zawsze zaskoczeni, dlateogo przegrywają. Ale to się bierze z głowy. Jak w pojedynku pomyślisz, że przegrasz, to już przegrałeś. I ja to im tłumacze jak mnie pytają skąd jestem taka silna, ale nie rozumieją co ja do nich mówię, i chciałam wiedzieć czy to tyko w mojej głowie, czy ty mnie rozumiesz.
– Tak, rozumiem… – wydukałam.
Dziewieć lat. Mówi płynnie i czyta w dwóch jezykach. Trzeciego uczy sie sama z youtuba, bo lubi. Sama, w sposób naturalny opanowała szybkie czytanie. Jest jedyna w klasie w nawyższych grupach i z matematyki i z angielskiego. Czyta nuty na poziomie Grade 2. Tydzień temu miała w szkole test, według którego ma czytać książki na poziomie jakimś tam. Szkoła musi je kupić, jeszcze tego poziomu dla nikogo nie ptorzebowali. Ogląda wiadomości. Ma swoje preferencje polityczne i jest wegetarianką z przekonania. Romowy z rówieśnikami szybko ją nudzą i woli poczytać, lub rozmawiać z dorosłymi. Tłumaczy swojej siedmioletniej siostrze: „Jesteś dobra z matmy bo grasz na pianinie. Matematyka to czytanie kodów. Czytanie nut to też czytanie kodów. Jedno pomaga drugiemu. Einstain był skrzypkiem.”
Czasem mam wrażenie, że jestem jej w życiu potrzebna już tyko dlatego, że ona sama nie może jeszcze mieć prawa jazdy i konta w banku.
Dobrze to czy źle, nie wiem.