Taka sytuacja (14)

– Julka, ty masz coś z dykcją. Nie, że seplenisz, ale ci te szeleszczące sylaby ciężko jakoś idą, wiesz? – powiedziałam wczoraj z nienacka do młodszej córki mej, siedmioletniej. – Zwalam to na zęby, a raczej ich brak, ale już ci wyrosły, a ty dalej. Nie, żeby mi się chciało do logopedy z tobą latać, bo aż tak nie kaleczysz, ale może jakieś ćwiczenia na dykcję sobie w internecie znajdziemy, co?
– O, ja wiem, ja wiem! – Wtrąciła się starsza, dziewięcioletnia. – Kiedyś jak byłam u B, to on miał przez internet sesję z logopodą z Polski i ćwiczył tak, że miał mówić jakieś wyrazy mając takie plastkowe małe coś w buzi i trzymał to zębami – poinformowała.
– A tak, jak byłam dzieckiem to faktycznie tak ćwiczyliśmy dykcję w szkole, pamiętam. Mieliśmy do tego takie korki od wina, żeby zębów nie zniszczyć – przypomniało mi się. – No cóż, trzeba będzie raz jeden nie wziąć wina z najniższej półki, tylko takie średnie, żeby korek miało, a nie zakrętkę. A wszystko dla was dziewczynki moje. Jak mus to mus. Się poświęcę.