Taka sytuacja (11)

Przytargałyśmy z działki plony w postaci ostatnich ogórków i cukiń, zielonych pomidorów, dyni i kilku kilogramów jabłek. Wzięłam się szybko za jabłka, bo to opadówki były potłuczone, kilka robaczywych, więc odkrajałam, czyściłam i kroiłam na kawałki, nie mając jeszcze pojęcia, co z nich zrobię. Przyszła pierworodna, lat dziewięć i uznała, że zrobi apple crumble. Wyciągnęła składniki i zaczęła robić kruszonkę. Przyszła na to młodsza, siedmioletnia. Rozejrzała się po kuchni.
– A ja co mam robić? – zapytała.
– A ty nam coś poczytaj po polsku – powiedziałam, co było żartem oczywiście, bo ona po polsku duka, trzeba przy niej siedzieć i poprawiać, jest to frustrujące i dla niej i dla mnie, dlatego ona tego unika jak może i traktuje jak karę, a ja żeby jej nie zniechęcać, nie nalegam, więc od wielu tygodni tego nie robiłyśmy. Zresztą wakacje były i w ogóle.
Ale dziecina nie złapała żartu zupełnie. Wyszła więc z kuchni, wróciła po chwili z książką, usiadła, otwarła gdzieś w środku i całkiem płynnie, bez większych pomyłek przeczytała całe opowiadanie*.

* „Złota Księga Bajek”, Masza i Niedźwiedź, Hokus-pokus