Tak to się, mamo, załatwia

Niedzelny poranek, w samochdzie, w drodze na śniadanie do carvery.
– Dziewczynki, tam się trzeba będzie przy kasie na początku szybko zdecydować czy się chce gorące napoje czy gazowane, to możecie się już zastanowić, które wybieracie. Ja wezmę na pewno gorące dla siebie.
– Dlaczego?
– Bo lubię kawę z rana, a po gazowanych są wzdęcia, pierdzi się i beka. Mnie te atrakcje nie interesują. Dzieciom to nie przeszkadza, nawet nie zauważają, albo mają ubaw, zwłaszcza chłopcy jak bekają to jest zabawa, nie? Pewnie w szkole niektórzy tak robią, prawda?
– Robili, ale już przestali – odpowiada szybko pierworodna, lat dziewięć.
– O, to pewnie się mamy zorientowały i ich wychowały – zauważam przytomnie.
– Nie. Ja ich wychowałam – odpowiada ona.
– Słucham? – dziwię się.
– Bekali i się śmiali, zawody robili kto głośniej, zwłaszcza przy stole podczas lunchu, a mi się niedobrze robiło, to im zwracałam uwagę, że to nieładnie. Wtedy mnie chcieli popchnąć, ale się zdziwili, że ja silniejsza jestem i im było głupio, że mi nie dali rady. Więc już ani nie popychaja, ani nie bekają. Tak to się, mamo, załatwia.
Kurtyna.