Sylwester 2014

Jak przystało na osobę z wrodzonym niedorozwojem pionu życia towarzyskiego, dodatkowo kulturalnie zdziczałą od momentu rozmnożenia się i zassania intelektu przez obieg kupki – zupki, Sylwestra planowałam spędzić na sofie w towarzystwie pilota do telewizora. Ale nie wyszło.
Zwabiona zostałam na imprezę, gdzie do około czwartej rano jadłam, piłam, tańczyłam i śpiewałam. Za to ostatnie gorąco przepraszam gospodarzy, gości, sąsiadów w promieniu około pół kilometra oraz Marylę Rodowicz i spadkobierców spuścizny Agnieszki Osieckiej. Chciałoby się powiedzieć: „Nie wiem, co we mnie wstąpiło”, ale akurat wiem – mniej więcej litr rumu.
Byłam również świadkiem niecodziennego wydarzenia.
Nie da się bowiem pozostawić dziewięciorga dzieci w wieku 3-7 lat na piętrze, na kilka godzin samych z jednym play station i w nieskończoność podkręcać muzyki na dole, bo w końcu one jednak ją zagłuszą, oraz zaczną kolędować na dół kolejno ze skargami na siebie nawzajem. W tej sytuacji każdy rodzic poczuwający się do tego, kolęduje kolejno na górę w celu zażegnania konfliktu, po czym szybko wraca blady jak ściana i ogląda się na innych, a jatka na górze nie ustaje. Napięcie rośnie, atmosfera się zagęszcza, rozwiązania brak.
Wtedy w salonie pojawia się pan domu, który wróciwszy właśnie z fajeczki na tarasie nie wie, że problem jest nierozwiązywalny. Staje u podnóża schodów.
– Teraz para numer dwa! – wydaje polecenie.
– OK! – odpowiada chórek z góry i konflikt przestaje istnieć.
Talent – kiedy bez wysiłku i od niechcenia robisz coś, czego nikt inny nie potrafi.