Starania

Dzieci moje obchodzą swoje urodziny w formie charakterystycznej dla angielskiej klasy robotniczej, z której pochodzą. Wykupuje im pakiet urodzinowy w jednej z okolicznych sal zabaw. Przyjecie trwa dwie godziny, najpierw dzieciaki szaleja na konstrukcji, potem maja posiłek, po nim tort i do domu. Rodzice mogą poczekać pijąc kawę, albo zostawić pociechy i odebrać po wszystkim. Gościom na wyjście wręcza się drobne upominki w specjalnych malych torebkach, a otrzymane od nich prezenty urodzinowe skladuje sie w jednym miejscu podczas imprezy, po czym zabierazabiera się je do domu i tam nastepuje uroczyste rozpakowywanie i czytanie dolaczonych kartek z zyczeniami.

Moja pięciolatka wybrała w tym roku sale zabaw, która nie zapewnia posiłku ani upominków dla gości, wiec mialysmy świetną zabawę z wymyslaniem menu, pieczeniem i przyozdabianiem muffinek, wyborem tortu z nadrukiem (nie zgadniecie: Frozen), kupowaniem torebek i upominków. Sama impreza przebiegła sprawnie, goście stawili się w komplecie, wyszaleli się. Rozpakowywanie prezentów – szal. Dziecko przeszczesliwe. Jednym słowem idealnie.

Trzy dni krecily się wokół urodzin, z czego byłam bardzo zadowolona, bo osobiscie akurat mam deficyt podobnych wrażeń z dzieciństwa, wiec klade na nie nacisk ze zdwojana siłą.

Po tym wszystkim zmęczone, pełne wrażeń pociechy ulozylam jak codzien do łóżek. Jak codzien usiadlam i zapytalam, czy był fajny dzień i wyjątkowo inaczej niż codzien nie spodziewałam się zwykłego potwierdzenia, ale peanow zachwytu i pieśni dziekczynnych za moje zaangażowanie i jego zachwycajace efekty. Ku memu zdziwieniu zamiast tego dziecię wpadło w szloch i nakrylo twarz koldra. Po dłuższej chwili uspokajania i pytania co się stało zdołałam spomiędzy szlochow wyodrębnić informacje, ze mianowicie:

– Bo wszyscy tak głośno gwizdali w te gwizdki, że nikt nie słyszał jak ja gwizdam, a ja chciałam żeby oni słyszeli.

Czyli, że co? Cała robota na marne?