Sprawozdanie kwartalne

Taką mamy rodzinną tradycję z córkami, że w ostatni dzień każdego semestru, prosto ze szkoły idziemy do ulubionej restauracji, gdzie rozmawiamy o naszych osiągnięciach ostatniego semestru i planach na następny. Właśnie dziś byłyśmy.
Usiadłyśmy, złożyłyśmy zamówienie i córki od razu przeszły do rzeczy. Wymieniały jedna przez drugą o ile poprawiły sie z czytania, pisania, tabliczki mnożenia i czego się da.
– Widzę, że się dobrze przygotowałyście. Super, gratuluję i jestem szalenie dumna. Dajcie mi chwilę, to się zastanowię, co ja w tym semestrze osiągnęłam – powiedziałam i zabrałam się za rachunek sumienia.
W styczniu nie skończyłam remontu kuchni, który zaczęłam w sierpniu. Kafelki bez fug, ściany w koło nich bez gładzi i farby, gniazdko elektrczne działa co trzecie, oświetlenia brak. Sukces.
W lutym spóźniłam się z rozliczeniem podatku, więc dostałam karę oraz cofnięto mi ulgę na podatek od nieruchomości, a to nie są kwoty na waciki w tym kraju, więc straciłam płynność finansową, musiałam między innymi powiedzieć dzieciom, że w tym roku nie będą mieć przyjęć urodzinowych. Matka Polka Tysiąclecia. Sukces goni sukces.
Marzec jeszcze lepszy. Nagromadziło mi się kontroli u lekarzy wszelakich, badań, konsultacji. Bawię się w to od paru lat z przerwami i już nie znoszę tego tak łatwo jak kiedyś. Zaczęłam od bezsenności i rozdrażnienia, i ani się obejrzałam, jak wpadałam w furię z byle powodu; talerzyka nie włożonego do zmywarki po posiłku, pudeł leżących w złym miejscu w pracy, telefonów z pytaniem jak się czuję. Gładko i lekko w ciągu kilku minut przechodziłam od euforii do histerii, z wściekłą awanturą po drodze. A ja na adrenalinie bywam elokwentna, niestety. Obrywało się komu popadnie, kto się nawinął. W końcu podjęłam decyzję o odroczeniu kolejnej planowanej operacji o rok, i momentalnie cały stres ze mnie spłynął. Cudowne uzdrowienie. Pełna równowaga. Luz.
Przepraszałam potem hurtowo i dziękowałam Bogu, że otaczają mnie mądrzy ludzie. Paradoksalnie, największy kłopot pozostał mi z najmniej ważną osobą, czyli z szefową, której nawet wcale nie nagadałm bardzo, jedynie zwróciłam uwagę, że nie kieruje kontrolą lotów na Heathrow tylko głupim magazynem, więc niech wyluzuje, to wszystkim nam będzie się żyło lepiej. Nawet się nie obraziła, bardziej zdziwiła, ale niechcący zaiponowałam tym wybrykiem jej mężowi, który mnie od tego momentu traktuje szczególnie miło, więc przewiduję, że niedłuo będę bezrobotna. Sukces do sześcianu normalnie. Brawo ja.
– Dziewczyny, obawiam się, że nie mam nic, czym mogłabym się pochwalić w tym semestrze – powiedziałam w końcu, bo rozwiązały już wszystkie rebusy z menu dla dzieci i zaczynały się nudzić.
– Jak to mamo? Przecież pływasz kilometr bez przystanku.
– I zaczęłaś biegać.
– I zrobiłaś nam nowe pokoje.
– I zabrałaś nas na narty.
– I nauczyłaś mnie floss dance.
– A mnie nauczyłaś jeść krewetki!
I znowu. Chce się żyć.