Specjalizacja

Podobno jak człowiek się na niczym nie zna to zostaje nauczycielem akademickim.
Sama nie wiem. Bo z jednej strony, miałam paru wykładowców, którzy się znali. Taki na przykład od analizy matematycznej doktor, to znał się na kolarstwie szosowym profesjonalnie na tyle, że jego zaangażowanie w treningi przeszkadzało mu w uczęszczaniu na zajęcia, które prowadził. Albo taki od fitosocjologii bodajże, znał sie na rodzajach trawy na tyle dalece, że przepadł ponoć bez wieści na indywidualnych zajęciach praktycznych w Holandii. Za to promotor mój ukochany znał się na sztuce kulinarnej swojej żony, co mi szczegółowo referował na każdych kosultacjach w instytucie meteorologii, na które do niego uczęszczałam z moją magisterką.
Ale z drugiej strony, moja własna kariera akademicka, spontanicznie krótka i efektownie nieowocna, zdawałaby się potwierdzać przytoczoną tezę, bowiem jak powszechnie wiadomo, ja znam się na wszystkim bardzo dobrze przecież.
Rozmyślam o tym ostanio, gdyż z niepokojem obserwuję potomne moje, lat cztery i sześć, z których zwłaszcza młodsza powiela mój talent do wszystkowiedzenia, ze szczegónym w jej przypadku upodobaniem do dzielenia się ową wiedzą niestety, podczas gdy czasy się zmieniły, i świat opanowała era wąskiej specjalizacji.
Na szczęście dla starszej być może jest jeszsze ratunek, o czym przekonała mnie niedawno.
W szkole moich córek powstała bowiem niedawno inicjatywa artystycznych poniedziałków, polegająca na wręczeniu co poniedziałek wybranym w drodze łapanki dzieciom paczek z nieznaną zawartością, którą mają w domu rozpakować i stworzyć z niej dzieło sztuki, które potem jest wystawiane w szkolnej galerii. Młodsza moja miała już swoją szansę, teraz padło na starszą.
Rozpakowała paczkę podekscytowana. Znalazła ramkę płócienną niedużą, farby i pędzel. Kazała mi i siostrze opuścić pomieszczenie, ponieważ musi się skupić. Namalowany obrazek zaniosła do szkoły następnego dnia.
Po lekcjach kazała sobie na komputerze pokazać szkolny blog, w którym od razu odnalazła zdjęcia prac.
– Mamo, widzisz?! Mój obraz jest najelszpy! – podskoczyła z radości.
– Tak? Mnie się podobają oba – zaczęłam ostrożnie, nie wiedząc w jakim kierunku dyskusja pójdzie.
– Mamo, popatrz. Ten chłopczyk namalował niebo, trawę i słońce. Nic się nie rusza. To jest boring*. Mój obraz jest dynamic**. U mnie jest wiatr i deszcz i drzewo się kiwa! I jest noc! To jest terrifying storm***. To jest dużo lepszy art****.
Anna, lat sześć. Specjalizacja: krytyk sztuki.

* nudne
** dynamiczny
*** przerażająca burza
**** sztuka