Rozterka

Jest oczywiste, że konkursie na Blog Roku żadnych realnych szans nie mam. Mój blog nie jest parentingowy, nie recenzuję, nie reklamuję, nie wrzucam fotek outfitów. Zwyczajnie piszę pamiętnik o dzieciach. I mam czytelników, nie target. W dodatku nie jestem ani pro, ani anty, ani nawet eco. Jedyne co jestem, to passe. Także bez szans.
Tymczasem po pierwszych dniach głosowania jestem na zaskakująco wysokiej, trzydziestej czwartej pozycji wśród stu iluśtam złgoszonych blogów. Do przejścia do następnego etapu musiałabym być w pierwszej dziesiątce, czyli raptem bagatela jakieś 250 głosów brakuje.
Normalnie już z wrażenia miałam lecieć kupować głosy na jakiejś aukcji, ale sobie przypomniałam, że kolejny etap konkursu polegana tym, że pierwszą dziesiątkę blogów będzie musiała bardzo uważnie przeczytać pani Edyta Jungowska, i kurczę, się opamiętałam. Lubię kobietę, nic mi nie zrobiła, to co jej będę psuć weekend, nie? Czujecie, w Walentynki przymusowo czytać o kupkach i zupkach? Trauma na całe życie. Także chyba się nad nią ulituje.
Tylko się teraz boję, że się antyfani siostry Bodzenki znajdą i nastukają tych sms’ów. Z góry przepraszam.