Relacja z Jasełek AD 2014

Premiera Jasełek wypadła znaokomicie. Dzieci śliczne, przejęte, rodzice wzruszeni, panie zadowolone.
Powtórka następnego dnia była już mniej konwencjonalna. Artyści byli znudzeni po premierze, więc zajęci rozmowami na scenie zapominali swoich kwestii.
Moja anielica akurat nie zapomniała. Miała powtórzyć: „Nie bójcie się!” zaraz po niejakiej Natalie, która miała powiedzieć to pierwsza. Jednakże podczas powtórki sztuki Natalie była akurat zajęta ocieraniem łez i okazywaniem focha powstałego z niewyjaśnionej dla widza przyczyny, toteż nie odezwała się wcale. Moja anielica uznała to za celową zmianę w scenariuszu i również nie pisnęła słowa.
Trzeba ją jednak zrozumieć – cały ładunek inteligencji jakim dysponowała, ulokowała chwilę wcześnej w ekspresowym procesie decyzyjnym dotyczącym skrzydeł, które spadły jej na krótko przed wejściem na scenę. Uznała, że anioł skrzydła mieć musi, choćby i złożone na pół pod pachą, i tak też wkroczyła na scenę.
Na szczęście pastuszkowie w skupieniu oglądający właśnie swoje paznokcie u stóp wcale się nie bali, więc brak słów otuchy ze strony anielskiej zupełnie im nie przeszkadzał. Stadko owieczek też mieli całkiem mało bojaźliwe, zajęte szczerzeniem zębów do swoich mam usiłujących robić zjęcia z pierwszych rzędów.
Atrakcją główną spektaklu były anioły ze środka sceny, które wpadłyszy na pomysł przetestowania jak  fajnie się zadziera do góry anielskie kiecki, nie bacząc na okoliczności przystąpiły do realizacji projektu. Owszem, fajnie się zadzierało.
Reszta normatywnie. Jezus się narodził, trzej królowie przybyli, ciasteczka po pokazie były.