Rajstopki

Dzieci moje nie mają ze mną lekko. Ja nie z tych matek, co proszą dwa kwadranse: „Córeczko, załóż proszę buciki, to pójdziemy na spacer”, i cierpliwie czekają.
Ja mówię, one robią. To ja wiem, gdzie i kiedy musimy iść, kiedy sprzątamy, kiedy szalejemy, kiedy idziemy spać. Jeśli daję dziecku wybór, to wybiera które spodnie założy, ale to ja mówię, że spodnie, bo ja wiem na przykład, że poźniej będzie jechała na rowerze, a w kiecce nie lubi. I tak dalej, i tak dalej.
Ewentualnych zaniepokojonych, że moje dzieci są wyłącznie tresowane niczym kadeci, pragnę z tego miejsca uspokoić. Oczywiście, że mamy czas na rozmowę, opowiastki, przytulanki i całusy. Tylko zwyczajnie – ja tu rządzę. Bo ja przewiduję, planuję i ułatwiam. Im i sobie.
Aczkolwiek, czasem dopada mnie wątpliwość. Dziś rano w drodze do szkoły na przykład.
– Mamo, dlaczego dziś dałaś mi podkolanówki, nie rajstopki? – zapytała pięciolatka.
– Kochanie, bo dzisiaj masz PE*. I po gimnastyce trudno ci ubrać rajstopki samej, i wychodzisz z szatni ostatnia i potem ci przykro, pamiętasz?
– Ale mamo, przecież muszę ćwiczyć, żeby się nauczyć – powiedziała.
No masz babo placek. Podcięłam jej skrzydła.

*WF