Przepona

Kto mnie zna ten wie, że pod imponującą otyłością brzuszną ukrywam szalenie sprawną przeponę, i że używając jej do produkcji decybeli, potrafię zmrozić krew w żyłach. Dawno nie praktykowałam, ale zbierało się potworom już od tygodni i wczoraj się doigrały. Ostatecznym, klasycznym punktem zapalnym był fakt, że wyciągają kolejne zabawki nie składając poprzednich, bo właśnie wyciągały farby nie poskładawszy rozrzuconych lego, które zmieszały z rozrzuconymi uprzednio puzlami. I tak dalej.
Użyłam więc mego jedynego wytrenowanego mięśnia do wyrażenia swojej opinii i oczekiwań. Uwijały się aż się kurzyło. Kiedy skończyły, porozmawiałyśmy sobie, poprzpraszałyśmy się i w harmonii i miłości zasiadłyśmy do odrabiania lekcji.
Przed cztrolatką postawiłam papierową torebkę, w której była kula mokrej gliny w woreczku, kilka różnych guzików i dwa druciki.
– To jest zestaw, który pani w szkole dała ci, żebyś w domu zrobiła z tego dzieło sztuki do szkolnej galerii – powiedziałam. – To znaczy ulep z tego co chcsz a później zaniesimy to do szkoły – dodałam widząc jej minę.
Wzięła się do pracy a ja pomagałam sześciolatce zdanie: „China is the fourth biggest country” utrzymać w jednej linijce w zszycie.
Kiedy skończyłyśmy, młodsza miała przed sobą rozpłaszczoną kulę gliny, przyklejone do niej guziki i wetknięte zkrzywione druciki, twierdząc, że to jest biedronka.
Zachwyciłam się, pochwaliłam, wyściskałam i tak dalej.
– Teraz idę zrobić kolację. Umyjcie rączki i zaraz przyjdźcie do stołu – powiedziałam i wyszłam.
Dołączyły do mnie po kilku chwilach. Zjadłyśmy, pożartowałyśmy, poszłyśmy na górę, przebrały się w piżamy, umyły zęby, poczytałam trochę, ucałowałam, wyłączyłam światło, wyszłam i już, już miałam rozpoczynać upojny wieczór z Netflix’em i prasowaniem, kiedy coś mnie tknęło.
Zeszłam na dół. W salonie na stole stała papierowa torebka. W niej w woreczku kula gliny, guziki luzem i dwa wyprostowane druciki.
Cóż, przynajmniej jestem skuteczna.