Próba generalna

Wychowałam się w mieście, ale blisko gór, toteż rodzina zaszczepiła we mnie pasję do pieszych wędrówek, przeganiając mnie w dzieciństwie po Beskidach, Pieninach i Tatrach. I tak mi zostało. Obecnie nie praktykuję, ale pasja, tęsknota, wspomnienia zostały.
Nie mogę się doczekać, aż zacznę pasję tę zaszczpiać moim dzieciom. Oczami wyobraźni widzę już, jak z plecakami wędrujemy szlakami, podziwiamy widoki, pijemy herbatę w schronisku, w dzieciach budzi się zew górskiej przygody a mnie przepełnia szczęście.
Na razie dzieci są na to za małe, ale niedawno zabrałam je na takie niewielkie wzniesienie w pobliskim parku narodowym. Teren jest tam lekko pagórkowaty, porośnęty rolinnością niską i wrzosami. Całe dywany wrzosów. Przepięknie. Na jednym z pagórków sterczą dwie skały. Na obie łatwo jest wejść osobie dorosłej. Małe dzieci podchodzą do podnóża skał. Spacer z parkingu do skał zajmuje kwadrans. Idealne wakacyjne przedpołudnie – pomyślałam.
Moje pociechy jak się na miejscu okazało, miały zdanie odmienne. Czterolatka, nie na darmo nazywana potocznie Drama Queen, nie mogła zdecydować, czy chce iść za rękę, czy luzem, czy chce założyć sweter, czy go zdjąć, czy odpoczywać, czy stać, czy siedzieć, pić czy nie pić. Zmieniała zdanie co średnio półtorej minuty, a każdą zmianę obwieszczała płaczem. W efekcie była po prostu całą drogę ciągnięta przeze mnie za rękę, z czego niezadowolenie oznajmniała oczywiście płaczem. Natomiast dwulatka, pseudonim Kierowniczka, od razu wydała jasny i kategoryczny komunikat: „Na balana”, i w tej pozycji spędziła całą wycieczkę.
Kiedy dotarłyśmy do celu, odwróciłyśmy się i oczom naszym ukazał się teren lekko pagórkowaty, porośnięty gdzieniegdzie lasem, w dużej części pokryty pastwiskami lub niedużymi łanami zboża, i z małymi wioskami w dolinach. W dole pasło się stado kuców. Nad nami błękitne niebo, pod nami zielona trawa i wrzosy. Głęboko wciągnęłam powietrze i napawałam się. Czterolatka przestała wreszcie ryczeć.
– Mamo, pać! Auta! -podekscytowana dwulatka, na moich własnych barkach w te piękne okoliczności przyrody wniesiona, pokazała palcem najciekawszy jej zdaniem element zastanego widoku.
Mieszczuchy. Widzę, że czeka mnie orka na ugorze.