Postęp

Adam Słodowy, „Lubię majsterkować”. Wydanie ósme, rok 1984. Kupiłam przez internet, na pamiętkę, choć moje oryginalne, które zaginęło bez śladu, było prawdopodobnie wydane wcześniej.
Dzieci w szkole. Piję kawę na tarasie, kartkuję.
Nagle znów mam osiem lat. Rodzice w pracy, brat w przedszkolu. Jestem sama w domu bo do szkoły na drugą zmianę. Czytam z wypiekami na twarzy. Codziennie cierpliwie wykonuję coś nowego. Perukę dla lalki, telegraf, krosno tkackie, świeczniki i lampiony.
Znałam tę moją biblię na pamięć. Nie konstruowałam urządzeń mechanicznych, ale pracę z papierem, nożyczkami i klejem uwielbiałam zawsze. Moje biurko było otwartym warsztarem. Produkowałam na tony.
Łza za mi się w oku zakręciła na wspomnienie czasów, kiedy największym skarbem była zawartość piórnika. Kiedy bajek i piosenek dla dzieci słuchało się z płyt winylowych na prawdziwym adapterze, i niezapomnianą atrakcją były organizowane przez dorosłych wieczorne pokazy slajdów z wakacji.
Jakim postępnem techniki były kasety magnetofonowe, które potem zasąpiły płyty. Jakim cudem była gra elektroniczna w której łapało się spadające jajka, i którą miała jedna dziewczynka na osiedlu i dawała nam czasem pograć. Nikomu nie śniły się jeszcze komputery osobiste ani telefony komórkowe.
Kartkuję te pożółke strony mojego dzieciństwa i nie mogę się nadziwić, ile zmieniło się przez cztery dekady, i jak bardzo inne dzieciństwo mają moje dzieci.
Godzinę później odbieram je ze szkoły.
– Mamo, mamo – woła pierworodna, lat sześć. – Wiesz, dziś na maths* rozwiązałam wszystkie zadania na tablecie bez błędu i tak szybko, że w nagrodę mogłam pójść się pobawić do „imagination room”, gdzie są kleje, nożyczki, papiery i różne recycling materials** i można samemu robić art and craft***. To była super nagroda.
No właśnie.

* matematyka
** plastikowe i kartonowe opakowania, głównie spożywcze
*** prace ręczne, wycinanki, wyklejanki,