Poniedziałek, czyli basen

Basen. Temat przyjemny w lecie i drażliwy w zimie. Bo my z córkami jak trzej muszkieterowie; jak jedna chora, to wszystkie trzy uziemione. A w zimie co chwilę któraś, więc na basen się w zimie jeździ w kratkę. A lekcje się toczą swoim rytmem i jak się na wiosnę wróci do regularnego uczęszczania, to nie dość, że w naszych grupach już inne dzieci są, bo tamte poszły wyżej, to jeszcze siedzę na tych trybunach i patrzę, jak pozapominały, potraciły technikę i od wiosny syzyfowa robota, żeby dojść do poziomu z jesieni.
Niby to dla mnie nie ma znaczenia, bo basen traktuję wyłącznie jak aktywność fizyczną i wyrabianie nawyku, nie jak sport uprawiany dla wyników, ale jak się od trzech lat siedzi na trybunach tydzień w tydzień i patrzy, to się nie da o postępie nie myśleć.
Więc właśnie mamy wiosnę, żal mi tyłek ściska na myśl o tym, co bym sobie kupiła i gdzie pojechała za tę kasę którą wywalam na to, żeby siedzieć i patrzeć, jak się prawie topią. Aczkolwiek młodsza, sześcioletnia, już nadrobiła i idzie jej dobrze.
Tak więc mamy poniedziałek, jedziemy na basen.
– Julka, – zwracam sie do niej, – dostałam telefon z basenu, że mam cię przenieść do wyższej grupy, ale nie mieli miejsca w grupie o jeden poziom wyżej i zaproponowali, żebyś poszła o dwa poziomy wyżej. Tak więc dziś pójdziesz tam na próbę, zobaczysz, czy ci się podoba i czy dasz radę. Jeśli uznasz, że ćwiczenia są za trudne i dystanse za długie, to będziemy szukać dla ciebie miejsca w innym dniu, dobrze?
– A jakie trudne tam są ćwiczenia? – zapytała rezolutnie ona.
– Na rozgrzewkę cały basen kraulem, i z powrotem na plecach. Ty potrafisz, ale możesz nie dać rady całego basenu naraz, bo dotychczas pływałaś zawsze pół.
– Dobrze mamo, zobaczę – powiedziała spokojnie.
Dała radę. Zatrzymywała się po dwa razy na całej długości żeby odpocząć. Istruktorka proponowała jej makaron, ale dziecina kiwała stanowczo głową, że nie, i walczyła dalej.
– Mamo, jak byłam w połowie basenu to czułam jak mnie nóżki bolą, ale w głowie mówiłam sobie, że dam radę i moja głowa mówiła moim nóżkom, żeby płynęły dalej – streściła mi w drodze powrotnej tajemnicę swojego sukcesu.
Ja pierdzielę. To dziecko wyjdzie na swoje. Wystarczy jej nie przeszkadzać.