Plany vs rzeczywistość, czyli raport z wakacji w Tatrach

Plan minimum:
Morskie Oko.
Dolina Pięciu Stawów.
Kasprowy Wierch.
Dolina Gąsienicowa i Czarny Staw Gąsienicowy.
Dolina Kościeliska.
Dolina Strążyska.
Dolina Chochołowska.
Rusinowa Polana.

Plan „marzenie ściętej głowy”, czyli nieosiągalny jeszcze, tzn. dzieciom wystarczyłoby siły i wytrzymałości, ale są za niskie, za mały mają rozstaw rąk i nóg, żeby bezpiecznie przejść trasy:
Rysy od słowackiej strony.
Giewont.
Kościelec.
Świnica.

Dodatkowe atrakcje:
Parki linowe.
Parki wodne.

Unikać:
Krupówek.
Gubałówki.
Zakopianki.

Rzeczywstość:
Termy Bania w Białce Tatrzańskiej.
Nieudany atak na Morskie Oko, więc dla zabicia czasu Krupówki i Gubałówka.
Spływ przełomem Dunajca, zapora w Czorsztynie, zamek w Niedzicy (tylko z zewnątrz).
Pamper day, czyli dopieszczanie w salonie fryzjersko-kosmetycznym, park linowy.
Spacer nad koronami drzew, czyli najnowsza atrakcja dla letników na Słowacji, zabytkowy kościółek w Dębnie, Skansen w Poprazie.
Kasprowy Wierch przy widoczności około 30 metrów, kolejny park linowy.
Morskie Oko, Czarny Staw, Dolina Roztoki.
Park wodny Gorący Potok w Szaflarach.
Dolina Koscieliska, Jaskinia Mroźna, Hala Ornak, Termy Chochołowskie.
Kasprowy Wierch przy dobrej widoczności, kapliczka w Jaszczurówce.

Jak na dziesięć dni, podczas których padało od dwóch do czterech razy dziennie, nawet nieźle nam wyszło, moim zdaniem.
Plany na następny rok poczynione.