Pierwsza miłość

Mojego pierwszego chłopaka pozyskałam w trzeciej klasie liceum trochę przez przypadek i trochę na przkór. Pod koneic wakacji zawiązała się paczka, składająca się ze mnie, jednej koleżanki i jednego kolegi. Trzymaliśmy się razem i było fajnie, ale z natury rzeczy stan ten nie mógł trwać długo, biorąc pod uwagę, że wszyscy byliśmy dojrzewającymi heteroseksualnymi nastolatkami. Obie z koleżanką zarzekałyśmy się, że kolega nie interesuje nas „w tym sensie”, ale kiedy odkryłam dnia pewnego, że siedzę w szkole jak ten kołek sama, podczas kiedy on leży w domu z anginą, a ona siedzi u niego, ogląda filmy na video (tak, to było ponad dwadzieścia lat temu) i spoufala się z nim obierając za niego ziemniaki, które matka kazała mu przygotować na obiad zanim wróci z pracy, to mi się momentalnie gen rywalizacji uaktywnił i włączyłam się do gry bardziej ofensywnie.
Byliśmy całkiem udaną parą przez następne trzy lata. Dziś wspominam ten okres bardzo miło, i jestem wdzięczna losowi, że dobrze trafiłam na początek.
Ciekawe jak też się potoczą pierwsze miłości moich córek, i jaki udział w tym będzie miała ich osobowość i wychowanie z domu, a ile w tym będzie przypadku – myślę sobie czasem, ale nie za często, bo przecież to daleka przyszłość.
Ale niekoniecznie, jak się okazuje.
Bo szłyśmy niedawno do domu przez pobliski park, gdzie odbywały się czyjeś urodziny i tak nam rozmowa na urodziny zeszła.
– A kiedy będą moje urodziny? – zapytała cztero i pół latka.
– Za pół roku. To jeszcze długo.
– Aha. Ale ja nie chcę zaprosić Omara i Oscara mamo, wiesz?
Stanęłam jak wryta.
Omar i Oscar, lat sześć. Hektolitry przesikanych wspólnie pieluch, tony klocków i zabawek wspólnie rozpiżdżonych po kątach, porysowane ściany, pierwsze zaglądanie do majtek, pierwsze brzydkie wyrazy szeptane w konspiracji do ucha, pierwsze spanie razem na dywanie. A ile kawy, ile nalewki wiśnowej wypitej przeze mnie i Asiulkę podczas sesji integracyjnych naszych pociech. Ile plotek, ile nowych koncepcji na urządzanie naszych kuchni. I to wszystko na zmarnowanie? Ona ich nie chce na swoich urodzinach?
– Aniu, dlaczego? – zapytałam cudem się powstrzymując od dodania: „Chyba ci się dziecko coś popiędroliło.”
– Bo jak jest Omar i Oscar to Olaf się bawi tylko z nimi, a ja chciałam żeby Olaf bawił ze mną – wyjaśniła rzeczowo.
Wcześnie dziewczyna zaczyna.