Okres

Kiedy przekracza się próg domu ze świeżo urodzonym pisklęciem na rękach, ma się głowę pełną ideałów. O tym, jak to się nigdy na dziecko nie krzyknie, jak się  je nauczy jeść zdrowe rzeczy i inne, które porzuca się lub optymalizuje z biegiem narastającej frustracji spowodowanej brakiem snu i innymi torturami urządzanymi nam przez pisklę. Po kilkunastu latach wydala się pisklę z gniazda na studia, lub na kasę do Lidla, i robi się bilans zysków i strat, oraz ładuje się głowę ideałami od nowa, żeby móc pouczać pisklęta, jak mają zajmować się swoimi młodymi.
Osobiście, mając w domu trzylatkę i pięciolatkę, jestem na etapie weryfikacji i optymalizacji. Bo na przykład moje dzieci lubią, jak na nie wrzasnę, skoro zawsze czakają, aż powtórzę wszystko trzy razy, i wiedzą, że czwarty raz obwieszczę polecenie wzmocnioną dawką decybeli. No co ja poradzę, że lubią.
Ale jest parę rzeczy, których nie popuszczę. Na przykład rozmowy o fizjologii i sprawach damsko-męskich. Obiecałam sobie, że nie będę czekać, aż nastolatka poprosi o drobne na podpaski, ale że będziemy o tym rozmawiać  „od zawsze” i bez skrępowania.
– Mamo, dlaczego bierzesz tabletkę?- zapytała dziś rano moja pięciolatka.
– Bo boli mnie brzuszek – odpowiedziałam, i natychmiast wyczułam okazję, do pierwszej rozmowy „na temat”. – Bo mam okres – dodałam powoli i wyraźnie.
– Co to jest okres? – zapytała zgodnie z moim oczekiwaniem i mogłam przystąpić do pogadanki.
– Jak się jest dużą dziewczynką, albo dorosłą panią, to się czasem ma okres. Wtedy przez kilka dni z siusi leje się krew, i trzeba nosić takie małe podkładki, żeby nie pobrudzić majtek. I to nic nie boli, i szybko mija. Czasem tylko troszkę boli brzuszek, i trzeba wziąć tabletkę, rozumiesz? – zakończyłam swój pierwszy, krótki i zwięzły wykład, z wypiekami na twarzy oczekując reakcji i pytań.
– E, dziwna ta bajka, wolę inne – powiedziała trzylatka. – Mogę zjeść galaretkę?
No i nie wiem. Dobrze mi poszło, czy nie bardzo?