Ogłoszenie parafialne

Melduję, że żyję, mam się dobrze, dzieci też.
Podciągnęłam troszkę do przodu remont, to znaczy mam podłogę w przedpokoju, a nie goły beton, i parę spraw papierkowych do pozałatwiania mam, więc i czasu i weny do pisania jakoś mi brakuje.
Właściwie, to już się około tydzień temu zbierałam, żeby napisać o tym, jak to blog leży odłogiem i przez kilka tygodni nikt, żadna dusza się nie zainteresowała, jedna jedyna Anna Mucha maila napisała z pytaniem, czy wszystko u mnie w porządku. Już się normalnie szykowałam do udziału w „Tańcu z gwiazdami”, no bo chyba jest oczywiste, że blogerka, którą osobiście interesuje się gwiazda, automatycznie jest czarnym koniem najbliższej edycji programu, no ale zanim napisałam na blogu cokolwiek, to się sprawa rypła, bo mi dwie inne koleżanki wysłały wiadomości z zapytaniem, co tak cicho na blogu siedzę. No i lipa. Sto tysięcy i Maserak przeszli mi koło nosa.
Z tej rozpaczy posiedzę cicho jeszcze jakiś czas, poczekam na wenę, a tymczasem na osłodę cytat.

Julia, lat prawie trzy:
„Ja lubiem jom. Ja lubiem mój przedszkol. Wieś mamo?”
„Co ty kloiś mamo? To jest ogórk? A nie… To jest cebul. Ja nie lubiem cebul.”