Odcinanie pępowiny

Szkolna zerówka, do której chodzi moja cztero i pół latka, ma osobne wejście. Przed wejściem wkłada się torbę z książeczką do pudła. Jeśli się ma lunch z domu, układa się go na stojaku. Następnie znajduje się swoje imię przyczepione na rzep do tablicy i się je zabiera. Na drugiej tablicy czyta się menu na dany dzień. Są trzy opcje stołówkowe i czwartą jest własny lunch. Dla ułatwienia każda opcja jest oznaczona innym kolorem.
Wchodzi się prosto do szatni, gdzie wiadomo co się robi, po czym przechodzi się do  klasy. W klasie najpierw przyczepia się swoje imię na kolorowej tablicy, zgodnie z wcześniej wybraną potrawą. Następnie dziecko idzie do swojej grupy.
We wszystkich tych czynnościach swoim czterolatkom towarzyszą rodzice. Pomagają zmienić buty, rozpiąć kurtki. O grupowym negocjowaniu menu nie wspomnę. Czasem też trzeba wysmarkać jakis nos, czasem włosy poprawić. I buziaka dać.
Aż tu w piątek dziecko przynosi ze szkoły gazetkę informacyjną, a w niej miedzy innymi, że od stycznia dzieci będą wchodzić do szkoły same.
O cholera, pomyślałam, jak ona sobie poradzi z tymi kaloszami, z mokrą kurtką? Całe szczęście, mam cały grudzień, żeby ją przygotować.
W poniedziałek oddając dziecko do szkoły zauważyłam rządek kilku rodziców stojących na zewnątrz, wzdłóż przeszklonej ściany klasy, usilnie obserwujących swoje dzieci. No proszę, dzieci nieporadne, trzeba jeszcze po wyjściu sprawdzać, czy nie płaczą, a oni chcą, żeby same wchodziły. To się nie uda.
We wtorek przyszłyśmy jak zawsze. Ania odłożyła swoją torbę z ksiażeczą do pudła, znalazła kartkę ze swoim imieniem, wybrałyśmy, co zje na lunch. Dwa razy upewniła się, który to będzie kolor, po czym zaczęła poważnie:
– Mamo, dziś ja sama wejdę do szkoły. Ty zostaniesz tutaj. Wiesz, inne dzieci tak wczoraj robiły, i to było super. Ja też chcę sama iść. Dobrze, mamo?
Nawet nie zdążyłam się zastanowić, kiedy ona już weszła, zdjęła kurtkę, wsadziła czapkę do rękawa, odwiesiła kurtkę. Butów akurat nie zmieniała tego dnia, więc wstała, pomachała mi przez drzwi i uśmiechnięta zniknęła w czeluściach.
Stałam oniemiała. Ale cóż miałam zrobić? Przeszłam obok kolejki mam stojących z nosami przyklajonymi do szyby, ustawiłam się jako ostatnia w rządku i wypatrywałam, a łza wzruszenia ciekła mi po policzku.
Analfabeci! Nie czytali, że to dopiero od stycznia? Przecież ja nie jestem jeszcze na to gotowa!