O łańcuszku „walczącym z rakiem piersi” moje trzy grosze

1. Wstań teraz. Idź do łazienki. Zdejmij bluzkę i stanik. Podnieś lewą rekę nad głowę. Palcami prawej ręki delikatnie naciskając masuj swoją lewą pierś na całej jej powierzchni oraz powyżej, pod pachą. Potem prawa ręka w górę, lewą ręką zbadaj prawą pierś. Opuść obie ręce, stań przed lustrem. Czy twoje piersi są symetryczne? Czy sutki są na tej samej wysokości? Ubierz się. Zadzwoń do siostry i koleżanki. Przypomnij im, żeby zrobiły to samo. Badaj się raz w miesiącu.

2. Jeśli wyczujesz cokolwiek, co cię niepokoi, nie panikuj. Nie każdemu zgrubieniu pod skórą na imię rak. Idź do lekarza. On wie, co robić dalej.

3. Nie zawalaj mi sciany informacjami o swojej torebce, a kiedy cię zapytam po co to robisz, nie spamuj do mnie tekstem: „Walczmy z rakiem piersi. Pokażmy ilu nas jest”. No błagam. Raka na świcie nie ubędzie od tego, tylko od zdrowej diety, aktywności fizycznej i badań profilaktycznych. Tym się zajmij.
A jesli lubisz łańcuszki – sznuję to. Rób je, ale z głową. W odpowiedzi na reakcję na twoją zaczepkę o torebce, rozsyłaj przydatne informacje o profilaktyce raka piersi, nie puste hasła. Bo tu nie o zaśmicanie przestrzeni internetowej chodzi, a o to, żeby ta akcja komuś pomogła, pojawiła się w dobrym momencie czyjegoś życia. Więc jeśli choć jedną kobietę na świecie, czyjąś córkę, siostrę, matkę, ta akcja uratuje – warto było ten denerwujący łańcuszek znosić. Ale na Boga, badajcie się! Nie poprzestawajcie jedynie na bezmyślnym rozsyłaniu.