Naga prawda

Boże Narodzenie. Ósma rano. Do pościeli gramoli mi się moja młodsza, prawie siedmioletnia potomna. Przytula się, wierci, mości.
– Mamo – zaczyna w końcu. – Czy to prawda, że to ty robisz prezenty pod choinkę? Bo Oscar mówi, ze nie ma Mikołaja i że widział jak jego mama robiła te prezenty.
Cóż. Prawie siedem lat. Pytała już co to inflacja i prezerwatywa, to i o to musiała w końcu zapytać.
– A w co byś chciała wierzyć? Że Mikołaj, czy że ja? – zaczęłam niepewnie, na żywioł, jak każdy rodzic, który wiedział, że to nastąpi i kompletnie się nie przygotował.
– Mikołaj – odpowiedziała bez wahania.
– No, to masz odpowiedź. Wierzysz, że Mikołaj, to Mikołaj.
– Mamo. Prawdę mi powiedz – spojrzała najokrąglejszymi oczami na świecie.
Otuliłam kołdrą, objęłam.
– Dawno temu na świecie żył prawdziwy Mikołaj. Był bardzo dobry i kochał ludzi i chciał sprawiać radość wszystkim. Przebierał się w swój strój, żeby nikt go nie poznał, brał worek z prezentami i po kryjomu podrzucał je ludziom. Głownie biedym, którzy tego potrzebowali, zwłaszcza dzieciom. Dał ludziom tyle szczęścia i radości, że nazwano go świętym. I dziś, na jego pamiątkę ludzie robią sobie prezenty pod choinkę nawzajem.
– To Mikołaj już nie żyje? – zapytała szlochając szczerze.
– Ależ żyje! – ryczałam już z nią. – W naszych sercach żyje! My robimy te prezenty, ale to on nam podpowiada co komu sprawi radość.
Przez chwilę płakałyśmy obie, przytulone.
– To elfy też nie żyją? – zaczęła kojarzyć.
– Można powiedzieć, że to my jesteśmy elfami, bo pomagamy Mikołajowi. Prezenty są dzieki niemu, a my mu tylko pomagamy.
Następnie nastąpiła seria pytań technicznych. O to, że ja wiem co jest w każdej paczce, skoro to kupiłam i pakowałam. O to, że wiem nawet co jest w mojej. Że to ja zabieram te listy do Mikołaja pozostawione w nocy. I gdzie ja to schowałam? Skąd wzięłam papier do pakowania?
Zasłona dymna opadała, król stawał się coraz bardziej nagi, a dziecko coraz bardziej smutne.
– Kochanie – zaczęłam szukać pozytywu, – ale dobra wiadomość jest taka, że skoro już o tym wiesz, to teraz Mikołaj będzie żył również w twoim serduszku i za rok będziesz mogła zrobić prezent dla mnie i dla Ani…
– Ania! – Zakrzyknęła nagle potomna moja przypomniawszy sobie o istnieniu swojej siostry, śpiącej jeszcze na górze, która zapewne lada chwila zbudzi się, przybiegnie w piżamie i zacznie się magiczny moment rozpakowywania prezentów spod choinki. – Mamo, Ania nic nie wie. Nie możemy jej powiedzieć, żeby nie była smutna. Musimy trzymać tajemnicę! Koniecznie! – układała plan zaaferowana.
– Jesteś bardzo dobrą siostrą. Troszczysz się o Anię – powiedziałam wzruszona.
Jej rodzona siostra, w trosce o nią zaproponowała dokładnie to samo, kiedy się dowiedziała. I trzyma tajemnicę.
Od trzech lat.