Nadejszła wiekopomna chwila

Pamiętam z dzieciństwa, że moi rodzicie nie byli pasjnonatami sprzątania i w domu panował zawsze lekki nieład, że tak to określę. Najwyraźniej tak lubili, bo nikt niezdolności do jeżdzenia na szmacie orzeczonej nie miał. Ale dwa razy do roku mieliśmy pospolite ruszenie. W wigilię rano pastowało się parkiety, natomiast przed wyzytą księdza po kolędzie szorowało się kibel.
W moim dorosłym życiu podtrzymuję te tradycje, aczkolwiek modyfikuję je z duchem czasu, bo nie pastuję paneli laminowanych, ani nie przyjmuję księdza.
Przyjęłam za to O., którą znam od lat przez internet z zamkniętego forum, a w którą z racji jej zawodu, pozycji społecznej i przebiegu naszej znajomości, jestem zapatrzona niczym moja rodzicielka w księdza. Tak więc na cześć O. i jej męża chwyciłam za odkurzacz i szczotę do szorowania kibla.
Tymczasem przyjechała do mnie przemiła, ciepła babeczka, tak samo jak ja kudłata, wyjęła swoje kapcie z walizki, nawrzucała do lodówki smakołyków, które przywiozła, i sama zrobiła sobie herbatę, którą też przywiozła, bo taką lubi i już.
Trajkotałyśmy do trzeciej w nocy nie wiem nawet o czym, podczas kiedy małżonek jej naprawiał mój komputer. Muszę tu zaznaczyć, że to wysokiej klasy informatyk jest, z karierą, pozycją, i wiele już widział, ale to ja, zawodowa kura domowa, zdołałam zapewnić mu doznań, jakich żaden klient nie potrafi. Pięćset dwadzieścia zainfekowanych plików. Pękam z dumy.
Następnego dnia, po leniwym, piżamowym śniadaniu, kiedy piliśmy kawę w kuchni, a potomki bawiły się w pokoju, nastąpiło samoistne pasowanie moich dzieci na prawdziwe Polki.
Otóż trzylatka stanęła w drzwiach.
– Mamo, Ania mówi „kurwa” – oświadczyła zadowolona niezmiernie, bo skarżenie na siostrę to jej największe hobby, ale pierwszy raz mogła przełamać rutynę i nie skarżyć, że ją tamta leje. W końcu „kurwa” to jest coś!
Nie raz wyrażałam zadowolenie, że moje potomne, ogólnie grzeczne i przyjemne dzieci, które nawet jak pokazują rogi, a potrafią, oj potrafią, to  jednak mają ten defekt rozwojowy, że nie powtarzają wyrazów wulgarnych, co pozwala mi stosować je bezkarnie w mojej mowie potocznej, a jak wiadomo – lubię. Jednocześnie zawsze wiedziałam, że te wczasy się kiedyś skończą, i że skończą się spektakularnie, niczym wizyta księdza po kolędzie.
Poszłam więc do pokoju, gdzie wytłumaczyłam dzieciom, że to brzydki wyraz i go nie używamy, i zaproponowałam, że żeby było sprawiedliwie, ja też nie będę więcej tak mówić. Pokiwały głowami. Wyszłam.
Przez kolejne kilka chwil przysłuchiwałam się z kuchni, jak trzylatka poczucza pięciolatkę:
– Aniu, nie możesz mówić „kurwa”, nie wolno, wiesz?
I tak skończył mi się pięcioletni okres ochronny. Teraz ze wszystkiego w życiu na „p” zostanie mi już tylko picie kawy.