Los

„Przestań się mazać, teraz jesteś w potrzebie, to przyjmij pomoc, a jak kiedyś los się odwróci, wtedy ty pomożesz komuś potrzebującemu” – powiedziała półtora roku temu znajoma organizując na internetowym niedużym forum zbiórkę pieniędzy dla mnie.
W ciągu dwóch dni dostałam wtedy kilkanaście przelewów, które pokryły koszty malowania salonu i dwóch sypialni domu, do którego się przeprowadzałam, oraz koszt trampoliny dla dzieci, która pozwoliła mi złapać trochę oddechu. Do dziś łza mi się w oku kręci na myśl o tym, że osoby których w większości nie znam osobiście, zapewniły nam wtedy komfort szybkiego stworzenia przytulnego gniazdka i rodzinnego ciepła.
To był ciężki okres. Byłam bezpośrednio po kilkumiesięcznym, uciażliwym leczeniu, które oprócz kondycji fizycznej i psychicznej  zrujnowało także doszczętnie moje finanse. Nowy dom wymagał remontu, a dzieci były małe, wiszące na mnie, jęczące, nie bawiły się samodzielnie.
Pamiętam, że mimo moich starań, udzielała im się atmosfera naszej sytuacji. Praktycznie codziennie w sklepie słyszały, że musimy kupić tylko najpotrzebniejsze rzeczy, szystko inne tylko oglądamy. Rozumiały to i na swój sposób nauczyły się cieszyć małymi rzeczami.
Pamiętam też, że kiedy w szkole były akcje charytatywne na rzecz dzieci z biednych rodzin, tłumaczyłam im, że są dzieci, które nie mają nowych zabawek, nowych ubranek, czasem nawet nie mają obiadu, i to wlaśnie dla nich zbiera się pieniądze.
– To dla nas też? – zapytała (wtedy) cztero i półlatka, a mnie gul stanał w gardle. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo dzieci sa świadome.
Minał rok. Ja i moje finanse mamy się lepiej. Nie liczę każdego grosza, nie odmawiamy sobie z córkami drobnych przyjemności, nieśmiało planujemy wakacje.
Dziś pięcio i półlatka wróciła ze szkoły.
– Mamo, wiesz, w szkole zbieramy pieniążki na biedne dzieci. Robimy kartki świąteczne i zakładki do książek, i będziemy je sprzedawać. A jutro wiesz co? Kto chce ten może zamiast w mundurku przyjść do szkoły w piżamie, i za to musi zapłacić pieniążka na biedne dzieci – wypaliła jednym tchem.
– Wiem kochanie, już ci przygotowałam piżamę i pieniążka – odparłam.
– Ale ja nie chcę – odpowiedziała szybko.
– Jak to? Wolisz iść w mundurku? – zdziwiłam się.
– Nie. Chcę iść w piżamie. Ale wezmę pieniążka z mojej skarbonki. Bo ja chciałam, żeby ja pomogłam biednym dzieciom sama*.
Tak, zdecydowanie. Nasz los się odwrócił.

* (Składnia zdania oryginalna.)