Lakier

Późne macierzyństwo trudne jest. Potwierdzam. I to wcale nie o to chodzi, że człowiek lata najlepszego rozkwitu ciała i ducha przebombił na hulanki do rana, bo mógł się rano w biurze przy desce kreślarskiej zdrzemnąć kwadrans i był jak nowy, i że trzeba było wtedy w biznes pieluchowy iść, bo po czterdziestce człowiek już się tak szybko nie regeneruje po nocnym ząbkowaniu. Właściwie, odnoszę wrażenie, że wcale się człowiek już nie regeneruje.
Ale chodzi o to, że mentalnie rodzic dojrzały ma przekichane.
Taka czterolatka moja, w każdy poniedziałek rano robi mi wojnę, jak jej zmywam lakier z paznokci, bo pozwalam tylko od święta, a do szkoły nie. Z tym, że dziś pierwszy raz nie marudziła pod nosem tylko, ale płakała szczerze i widzialam, że naprawdę jej zależało, żeby lakier koleżankom pokazać.
No i masz babo placek, będę musiała pójść na ustępstwo, żeby dziecina nie miała do mnie żalu na całe życie, jako ja mam do macierzy, że latami co poniedziałek chlipałam w kącie w szkole, bo się ze mnie śmiali, że nie wolno mi oglądać „Czterch pancernych i psa”, bo Ruskie były tam dobre, a wojna i zabijanie to jedna wielka impreza. Ale też muszę tak zrobić, żeby dziecina nie myślała, że sobie to wypłakała i wytupała, i że tak to działa. No lekko nie jest.
A tak? Jakbym tak pesel miała dwa razy krótszy w tej chwili, to bym jej jeszcze na te paznokcie hybrydy strzeliła, żeby się dwa tygodnie trzymały i najładniejsze w klasie były. I rzęsy bym jej tuszem maznęła, niech ma czym machać. W końcu ma już cztery lata, niech się uczy, o co w życiu chodzi.
No mówię, lekko nie jest.
A najlepsze jeszcze przed nami. Jak one wejdą w dojrzewanie, a ja w menopauzę. Wszystkie trzy odlecimy.