Konsternacja

Pamiętajcie z dzieciństwa to uczucie, kiedy matka robi wam obciach przed kumplami pytając co jest nagrane na drugiej stronie taśmy VHS? Albo jak pyta, czy przewineliscie film do początku na DVD? Mnie akurat to ominęło, bo wideo nigdy nie mieliśmy, a czasy DVD nastały, kiedy byłam dorosła, moja matula zas weszła w wiek, w którym zadawanie pytań naiwnych nie jest nietaktem. Ale pamiętam te zażenowane twarze rówieśników i zastanawiam się kiedy i w jakiej sytuacji zobacze te miny u moich dzieci.

Nie mialam wątpliwości, że rzecz będzie dotyczyć nowinek elektronicznych, gdyż domeną każdego przeciętnego rodzica jest być w tej materi w tyle za własnym nastolatkiem, jednak sądziłam, że mam na to jeszcze czas, w końcu dzieci moje jeszcze nawet nie czytaja płynnie.

Tymczasem zbliżają się piąte urodziny starszej potomnej. Przyjecie zamówione, tort wybrany, zaproszenia rozdane.

– Aniu, co chcialabys dostać w prezencie? – pytam więc.

– Furby – odpowiada bez cienia wątpliwości.

Patrzę na nią tępo. Nastaje krepujaca cisza.

– Jej! Furby! Hura! – przerywa ja trzylatka, a mnie mina coraz bardziej rzednie.

Who the fuck is Furby?*

* w luźnym tłumaczeniu: co to do cholery jest Furby?