Konsekwencje

– Mamo, ja nie chcę iść dziś na balet – powiedziała niedawno moja młodsza córka, lat pięć. Oznajmiła to nie odwywając wzroku od Minecrafta na telewizorze i nie zwalniając zawrotnego tempa obsługi kontrolera swymi pięcioletnimi kończynami górnymi.
„Jasne, nie chce ci się dupy ruszyć i gry przerywać” – pomyślałam stojąc z kawą w drzwiach na taras i patrząc co mi tam dziś nowego zakwitło na rabacie. Wzięłam porządny wdech.
– Juleczko – zaczęłam, – pamiętasz, jak rozmawiałyśmy o tym, że jeśli się zdecyduje na coś chodzić, to trzeba nie opuszczać, bo jeśli się opuszcza, to się nie robi postępu, i wtedy to jest strata czasu, bo przecież chodzi o to, żeby się starać być coraz lepszym? – Wyłożyłam krótko i zwięźle. – To się nazywa systemetyczność i konsekwencja – dodałam, całkowicie już po bandzie, bo tych słów pięciolatka której język polski jest językiem drugim, używanym mniej, w ogóle nie zarejestruje.
– To ja już nie chcę chodzić na balet wcale – powiedziała czym prędzej, zanim doszłam do konkluzji, że na wszystko jest czas, teraz na balet, na xbox’a potem.
– Naprawdę? Dobrze, to nie będziesz chodzić wcale. Twoja wola. Wyłącz proszę grę, pójdziemy na zajęcia, gdzie podziękujesz pani za trzy lata nauki i powiesz, że więcej nie będziesz chodzić, bo zmieniłaś zdanie.
– A dlaczego tak? – oderwała wreszcie wzrok od gry, przestała klikać palcami w klawisze i spojrzała na mnie. Powoli docierało do niej, że ma naprawdę zrezygnować z baletu, na który chodzi od lat i go uwielbia.
– Bo tak wypada – powiedziałam. – Tak się to załatwia, jak się odchodzi z zajęć, na które się chodziło tyle lat – dodałam, a w głowie zaświtało mi, żeby dowalić, że po drodze kupimy kartkę z podziękowaniami i kwiaty, ale powstrzymałam się i nie dobiłam jej, bo jej oczy były już wystarczająco okrągłe i szkliste.
– I już potem nie pójdę nigdy więcej? – Zapytała głosem prawie złamanym.
– Nigdy więcej – byłam okrutna.
– A nie, to ja chcę chodzić.  Ja lubię.
Wyłączyła grę, wzięła torbę ze strojem i pjechałyśmy. Kiedy weszła do szatni i zobaczyła koleżanki, przebrała się i po temacie rezygnacji z baletu nie było śladu.
Wykład o systemetyczności i konsekwencji nie poszedł jednak w zapomnienie. Przywalił mi rykoszetem z nienacka dziś o piętnastej z minutami. Odebrałam dzieci ze szkoły i w drodze do domu zaproponowałam młodszej córce:
– Juleczko, a może byś dziś raz jeden nie poszła na zbiórkę Rainbows*, bo w tym czasie jest pierwszy mecz Radwańskiej na Wimbledonie, i bardzo mi zależy, żeby go obejrzeć. Możemy zresztą obejrzeć razem. Co ty na to?
– Nie. Rainbows – odpowiedziała krótko i konkretnie.
– Ale Jula, bardzo cię proszę. Wszędzie cię zawsze wożę. Ten jeden raz. Zależy mi.
– Mamo, trzeba być sysempaczycznym i mieć konsefencje – oznajmiła i tym samym zakończyła dyskusję.
Na Rainbows zawiozłam. W brodę pluję sobie do teraz.

* odpwiednikpolskich Zuchów, dla dziewczynek