Komunikacja

Jak większość dzisiejszych czterdziestolatków, o cholera, powinnam już pisać czterdziestopięciolatków, no więc jak większość z nas, którzy czujemy drugą młodość, świeży powiew wiatru w żaglach, mamy nowe plany i tyle podróży przed nami, podczas gdy nasze dzieci odbierają nas jako stojących nad grobem zgredów, ale zaraz, nie o tym miało być, no więc jak większość z mojego pokolenia wychowanego w Polsce z dzieciństwem przypadającym na stan wojenny, każdy niedzielny poranek spędzałam w kościele. Co tam z ambony gadali nie rozumiałam, grunt, że wiedziałam, kiedy klękać i nie robiłam siary.
Ale raz się księdzu nie udało, albo może udało właśnie, zależy od punktu siedzenia, i zrozumiałam wycinek jego opowieści. O tym był, że sędziwa żona, jak co rano od sześćdziesięciu lat, kroiła na pół bułkę na śniadanie i połowę smarowała masłem dla siebie, a połowę dla męża. I tego dnia, w sześćdziesiątą rocznicę ślubu, pomyślała sobie, ze całe życie oddawała mu tę lepszą połówkę bułki, tę górną, a sama jada tę gorszą, dolną, i dziś, w tę rocznicę, zrobi coś dla siebie i sobie tę lepszą weźmie, a mężowi tę gorsza da, bo jest święto i jej się za te lata poświęceń i kompromisów po prostu należy. Mąż na to ożywia się, promienieje.
„A więc pamiętała. Za te lata poświęceń i kompromisów dziś dała mi tę lepszą połowę, którą lubię, a sama zje gorszą” – myśli sobie, nie odzywając się.
Wtedy myślałam, że zrozumiełam przesłanie. Że dialog, rozmowa, komunikacja.
I co? Trzy dekady z okładem minęły. Wstaję ja dziś rano. Wakacje, wolny dzień. Do pracy nie idę. Cztery tygodnie byłyśmy z dziećmi w podróżach, połowę razem, połowę osobno, i ten ostatni tydzień wakacji mamy domowy, leniwy, bez ekscesów i planów. Takie oswajanie domu na nowo. Snuję się w piżamie do kuchni, otwieram lodówkę, zamrażarkę i szafki w poszukiwaniu natchnienia na śniadanie. Znajduję sześć ostatnich, zamrożonych hashbrowns*. Ale bym je sobie zjadła, o rany, jak mi slinka cieknie. Ale dzieci też je lubią, to wypada po dwa na głowę, to się nie najemy, trzeba całe angielskie śniadanie zrobić. A to robota na całego. Zbieram się więc leniwie. Grzebię w czeluściah i wyciagam składniki. Kiełbaski, fasolka, jajka, bekon, chleb tostowy, pomidor…
– Co robisz? – Pyta młodsza, siedmioletnia, snując się z nudów po domu i szukajac punktu zaczepienia do robienia czegokolwiek.
– English breakfast** na śniadanie robię – odpowiadam.
– Ja wolę owsiankę – informuje krótko i zwięźle. – Ania też – dodaje w imieniu starszej siosty.
Mial rację skurczybyk. Komunikacja. Placki wszystkie moje.

* trójkątne placki z ziemniaków, składowa tradycyjnego angielskiego śniadania, do polskich placków ziemniaczanych zupełnie niepodobne
** tradycyjne angielskie śniadanie