Kocham cię

Może to przypadek, ale brytyjskie przedszkolaki, które widuję na placach zabaw, im bardziej są niegrzeczne, tym częściej wołają: „Love you, Mum!”*. Moje są jakieś mało brytyjskie, albo mało niegrzeczne, bo im to przez gardło bardzo ciężko przechodzi. W ciągu dnia w zasadzie nigdy, nawet jak się przytulają, a wieczorami kiedy je kładę do łóżek i mówię, że je kocham, mają w odpowiedzi śpiewkę dyżurną: „Dobranoc mamusiu, dziś był fajny dzień”, albo sezonowo, na przykład ostatnio: „Merry Christmas** mamusiu”.
To by było na tyle, jeśli chodzi o czułe słówka od moich dzieci. Nie, żebym szukała powodu do narzekania, przecież to nie leży w mojej naturze absolutnie, no, ale cholera urobi się człowiek w tym biznesie po pachy, a wdzęczności żadnej.
I tak sobie wczoraj po obiedzie stoję  przy zlewie i zmywam gary, a w salonie zaczyna się jatka. Przeważnie czekam do pierwszej krwi, albo do momentu, kiedy same dojdą do porozumienia, ale coś mnie wczoraj tknęło. Zakręciłam kran. Wycieram ręce i nasłuchuję.
– I love my mummy more!*** – drze się jedna.
– No! I love my mummy more!**** – wrzeszczy druga.
A, to nie będę im przeszkadzać. Posłucham sobie.

* Kocham cię, Mamusiu!
** Wesołych Świąt
*** Ja kocham mamusię bardziej!
**** Nie! Ja kocham mamusię bardziej!