Kartka z kalendarza (5)

Piętnasty września anno domoni 2016.
„Nadejszła” wiekopomna chwila, której obawiałam się od lat czterech i pół, czyli od dnia, kiedy pierwszy raz zaprowadziłam dziecko do placówki edukacyjnej. Nawet zdziwiona byłam, że jeszcze nie. A tymczasem stało się dziś.
Pierwszy raz w życiu zostałam przy odbiorze dziecięcia z placówki poinformowana o jego złym zachowaniu. Konkretnie dziecina moja rodzona młodsza, cztero i pół letnia, uderzyła inne dziecko. Nikt z dorosłych nie widział, ale dziecko owo płakało, a moja przyznała się i przeprosiła i była niesłychanie zawstydzona, kiedy mi o tym meldowano w jej obecności, więc sądzę, że nie było to niechcący.
Od dziś więc znam i ja to uczucie, kiedy wstydzisz się za własne dziecko, kiedy musisz podejść i przeprosić inną matkę.
Cała nadzieja jednak w tym, że skoro walnęła swoją najlepszą przyjaciółkę, z którą od roku jest prawie nierozłączna, i zdarzyło się to pierwszy raz, to może to jednak nie wejdzie jej w krew, ale pozostanie jednorazowym incydentem. W przeciwnym razie nie mam pojęcia, co się robi.