Kartka z kalendarza (4)

Czternasty września anno domini 2016.
Świat dopiero co ochłonął po dorocznym lansowaniu się celebrytów i polityków na obchodach 9/11, Legia przerżnęła z Borussią 0-6.
Moja młodsza córka, lat cztery i pół, podczas pikniku jaki zrobiłyśmy sobie w parku po lekcjach, przeczytała na głos pierwszą przyniesioną ze szkoły książeczkę*.
Godzinę później starsza, lat sześć i pół, wyszła z lekcji baletu z listem informującym, że jest gotowa do zdawania pierwszego w życiu egzaminu państwowego w Royal Academy of Dance. Dwie godziny później, po kolacji usiadła do pianina i radośnie odbębniła dwudziestominutowe ćwiczenia zadane jej przez panią dzień wcześniej na pierwszej lekcji gry. Po kąpieli natomiast usiadła na łóżku i przeczytała na głos pierwszą stronę pierwszej w swoim życiu samodzielnie czytanej książki**.
To macierzyństwo wykończy mnie psychicznie. Człowiek nie może się tyle razy wzruszać jednego dnia.

* Ku pamięci sobie zpiszę: „Hide and seek” z serii Oxford Reading Tree.
** Również ku pamięci: „The Children of Noisy Village”, czyli „Dzieci z Bullerbyn”.