Kartka z kalendarza (3)

Pierwszy lipca anno domomi 2016.
Tydzień po brytyjskim referendum na temat opuszczenia UE kontynent zalała plaga proroków, z kórych każdy wieszczy inaczej. Do Polski wróciła reprezentacja na Euro, która odpadła z turnieju nie przegrywając żandego meczu. Szkoła moich dzieci wydała świadectwa, z których wynika, że znowu się prześliznęłam psim swędem bez wyrzutów sumienia, że calutki rok nie interesuję się czego ich tam uczą, nie pilnuję lekcji, a świadectwo dobre.
Ale to wszystko nic.
Bo oto dziś o ósmej rano czasu lokalnego, potomna moja młodsza, lat cztery i pół, po latach bezskutecznego namawiania z mojej strony i dawania dobrego przykładu ze strony sześcioletniej siostry, niespodziewanie przeleciała wzrokiem po zawartości lodówki i omijając mieszankę mleka w proszku z syroprm glukozowo-fruktozowym zwaną potocznie, acz mylnie serkiem homogenizowanym, wyjęła pudełko z napisem „jogurt naturalny”, którego pełna lista składników brzmi: mleko, dodała łyżeczkę miodu i oświadczyła, że od teraz to jest jej ulubione śniadanie.
Brexit może się schować. Tu się rodzi prawdziwa historia.